„Obywatele…” polskie blogi Miś uniwersytecki albo polskie blogi

Miś uniwersytecki albo polskie blogi

otwieramy nową kategorię – no bo posłuchajcie:


Idę dziś na uczelnię, w nadziei że napotkam promotora i doktora, którzy mają mi jeszcze wpisać oceny. Nie mogę ich złapać od początku września, moja nadzieja maleje. WTEM! Pod barem mlecznym Miś wpadam na promotora, który już z oddali woła „Panie Michale, to jak, to jak, działa Pan?”, na co ja odpowiadam „Oczywiście, a ja akurat do Pana.” A on „Do mnie? Ale ja już, tego. Idzie Pan do Baru Miś na obiad?” WTEM! Obok pojawia się doktor z promiennym uśmiechem. „Co tam Panie Michale? Kampanię wyborczą sobie Pan robi pod Misiem? Ja na to, że nie, że na obiad. Promotor „A myślałem że Pan bardziej jest ekskluzywny”. Wchodzimy, zamawiamy gryczaną z sosem, promotor bierze bez sosu. No tak, w końcu zwykle mawiał „Panie Michale, ja nie lubię jedzenia. Najbardziej lubię wodę”. (…) Gawędzimy o moim ostatnim przypadku egzaminacyjnym, kiedy to zdawałem finanse w towarzystwie przewodniczącego sejmiku województwa z ramienia LPR, który oblał – a ja zdałem. „No nie dziwię się tej dyskryminacji” – mówi doktor – „Profesor zawsze miał raczej poglądy lewicowe”. Wpisują mi oceny (5,0 i 4,5- w uznaniu zasług) na przybrudzonym barowym blacie, dobieramy sobie kaszy i łazanek…