8 myśli na temat “Wspomnienie Dawnych Dobrych Czasów

  1. (no to ze szpiegowskiego facebóka, gdzie też dałem toto:)

    Joanna Sienicka-Kossakowski
    A dlaczego dobrych?
    Bo dawnych?

    Marian Neveselý
    bo były lepsze. (= choćby czynsz za pracownie)
    + ubezpieczenie zdrowotne.
    …a przyzwoita żytnia kosztowała 0,80 $.

    Joanna Sienicka-Kossakowski
    Mam inne wspomnienia – co do czynszu zwlaszcza. A zytnia faktycznie byla przystepna

    Marian Neveselý
    mówię o własnej pracowni w domu, z naturalnym górnym oświetleniem. W-wa się nie liczy, tam było bliżej do wszystkiego, więc pewnie inaczej.

    makowski
    ’85… tak: też tylko piłem (= więc, ej! nie pamiętam).

  2. tak: Malarstwo… (d.) Socjalistyczno-prasowe.
    tak.
    ps.
    cd.

    Joanna Sienicka-Kossakowski
    A ja mowie o pracowni do ktorej tluklam sie autobusem przez pol Warszawy- po drodze zapominajac po co w ogole tam jade… A koniec koncow nie bylo mnie na nia stac. Mnie to nic ale mojego Ojca profesora ASP co smieszniejsze-tez nie.

    Joanna Sienicka-Kossakowski
    Ale i tak milo wspominam…

    Marian Neveselý
    dziwne trochę, znaczy ta, o której mówię była w kamienicy czynszowej państwowej na tzw. prowincji, czyli Śląsku, a po Balcerowiczu potraktowano ją jako przestrzeń handlowo-produkcyjną.

    Joanna Sienicka-Kossakowski
    Ta o ktorej mowie byla na wygwizdowiu na obrzezach Warszawy w wielkim obrzydliwym nieotynkowanym ” mrowkowcu” na 11 pietrze z korytarzami jak w SING-SINGU ciagnacymi sie chyba przez 6 dpmow bo ostatnie pietro bylo wspolne. Teraz sa tam tylko mieszkania,bylam tam niedawno z ciekawosci. Dom otynkowali a na 11 nadal mozna by krecic horror bez dodatkowej scenografii.

    Makowski
    mieszkałem na tym 11 piętrze… (no, w bloku obok, tym krótszym.) na 30 m kw. na 11 piętrze, z (ex-) Rzoną, Dzieckiem, Psem + Kotem. (i nie miałem Pracowni.)

  3. Ten „rocznik” trybuny chyba bardzo dobrze znam i aż się wzruszyłam, czyżby Pan wciąż całą tą knigę miał?
    A ja bym do 1985 nie chciała wracać. Okropnie nie lubiłam mojej szkoły. Prawie 2000 bachorów pod jednym dachem. Kurtkę mi papierochami poprzypalali, torbę z nitów ogołocili… Żywa i o zdrowych zmysłach do 1985 nie dam się cofnąć.

  4. 1985? Matko – ja ledwie pamiętam co było 3 lata temu.

    Swoją drogą – ta cena dolara to jakaś z sufitu była. Ciekawe ile wołali cinkciarze?

Możliwość komentowania jest wyłączona.