sztuka to potęga. polski artysta obnażył słabość polityki wizowej USA – zdaniem ŻW. artysta namalował swój autoportret farbą olejną na płótnie. zrobił zdjęcie portretu – a starając się o pozwolenie na pobyt w USA, konsekwentnie umieszczał we wnioskach zamiast swego zdjęcia właśnie reprodukcję autoportretu. – Amerykanie nie zgłaszali żadnych uwag; urzędnik, z którym rozmawiałem, powtarzał w kółko „okay”, „okay”…
no, dobra, i co z tego wynika? biały facet, z – najbardziej, niestety – sojuszniczego kraju, tradycyjnie proamerykańskiego, zapraszany przez nowojorską galerię może oczywiście być arabskim terrorystą. ale raczej nie jest – mimo iż ma marne zdjęcie w paszporcie. widać w tej Europie nie mają jeszcze dobrej techniki. (fakt.)
a to historia o innym artyście, obecnie zapomnianym – gitarzyście Krzaka i Perfectu, Andrzeju Urnym. i jego (znacznie trudniejszym i bardziej niebezpiecznym) happeningu, w znacznie cięższych czasach: w tzw. stanie wojennym.
1983 rok, Wrocław. tam to się dopiero prali z zomo! przy każdej okazji. no i stoimy sobie, my, ludzie rokendrolla (znaczy bez wpisu w dowodzie osobistym, że pracujemy), pod teatrem Polskim. czekamy na koncert i kolegów. patrzymy – idzie jasny blondyn Urny z kolegą. idą śmiało, włos do ramion, stroje kolorowe. aż tu nagle, spod ziemi, wyrasta zmilitaryzowany patrol MO, pały bojowe, kałachy na plecach. sztuk trzy (przewaga liczebna nasza, w sile ognia jednak niekoniecznie.)
tradycyjnie każą sobie dowodziki, obywatelu… a miny ponure, a w oczach tęsknota za maturą.
– no to teraz patrz, co się będzie działo – mówi mi MJ, który już ten performance widział.
– co? – patrz…
kolega daje dowód, milicjanci czytają (tak wygląda), oddają po dłuższej chwili dyskusji (z lekkim niesmakiem, w końcu to jakieś nieroby…). ledwie kropli brakuje, aby zaczęli się denerwować.
– teraz, mowi MJ, uważaj…
Urny daje dowód. gliniarz patrzy, patrzy w dowód, podnosi powoli, zbyt powoli, wzrok na Urnego, patrzy jak zaczarowany, powoli, bardzo powoli spuszcza wzrok na dowód, gapi się, dziwnie osłupiały… chwilę dość długą… po czym salutuje (!), oddaje dowód, macha niecierpliwie ręką – i odchodzi. szybko, tak szybko, że jego dwaj koledzy prawie nie nadążają.
– co jest? – pytam.
– niech ci Urny pokaże dowód.
Andrzej podchodzi, biorę jego dowód – a tam, w miejscu fotografii (Andrzeja – to ten w środku, tu: w WooBooDoo, trzy lata póżniej)
nieco (baaardzo) inna fotografia; jak negatyw – czarny murzyn w garniturze z króciuteńko przystrzyżonymi włoskami, artystyczny cień w tle… student z Ghany, urzędnik z ambasady Nigerii… ten styl.
i takich numerów Urny zrobił ponoć kilka; a za każdym razem reakcje były podobne. a było ryzyko: za mniejsze rzeczy milicja biła i zamykała na – tradycyjne – 48. (długowłosych jeszcze chętniej).
Kurator Rastra Łukasz Gorczyca wyjaśnia, że Bujnowski robi całkiem zwyczajne rzeczy.
– On chce sobie polatać, dopiero my siłą skojarzeń dostrzegamy w tym niebezpieczną treść. Ta wystawa jest właśnie o tym i o potędze sztuki – tłumaczy Gorczyca…
taaak, sztuka to potęga. ale, panie, żyć trzeba. życie ciekawsze od sztuki. i kto ma na nią czas?
znów przerobiliśmy tych durnych Ruskich Amerykanów
Categories:
