…jeszcze przecież na Wydziale. Wiele imprez razem, choć on młodszy nieco. Później to on wciągnął mnie do pracy w gazetach: najpierw „Nowy Medyk”, wreszcie na lata – „Jazz”… Po przepoczwarzeniu się „Jazzu” w „Magazyn Muzyczny” nieco się nasze drogi rozeszły: Wiesiek był już wtedy (jak na mój gust i wyobrażenia o rokendrollu) zbyt naukowy; choć przecież obaj skończyliśmy te same, porządne i „encyklopedyczne” studia. (On pisał magisterkę jakoś tak o czymś bardzo najnowszym: 20.lecie międzywojenne? Chyba… A ja – o średniowieczu oczywiście. Przecież żadna różnica: i to i tamto – polityka.)
To u niego Jurek Rzewuski, już, jeszcze w 1976 roku puszczał nam przywiezione z Londynu jakieś LP punkowe, nie byłem zachwycony. To do niego na przyjęcia przynosiliśmy – Anka i ja – przysyłane z Nigerii płyty z dziwaczną muzyką: Bob Marley, Jimmy Cliff, Donna Summer… Tak, tak: to lata 1977-78-…
To u niego…
Długo.
Krótko.
…
mr m.
…
A wyżej: Wiesiek i Jola, nasza koleżanka z roku (1977); niżej: Wiesiek w PKP z Krakowa chyba, wracamy z „Jazz Juniors”? Może jeszcze jakieś studenckie śpiewania (1976). A obok: Wiesiek i koleżanki, przyjęcie na tle cudnych granatowych ścian (1977) i sufitu też; czego niestety nie widać.
Młodość.
m.







