58 Odpowiedzi do “Zamknięte, ale na szczęście inni Otwierają.”

  1. (to może ja cytat z cytatu. taki post-post-Modernizm {Muzyczny}.)

    i nie wiem, czy jakoś Nietaktownie, jak zwykle Ja.
    ale, że na każdym Zebraniu ktoś musi zacząć Pierwszy
    to może ja Cytatem, to bezpieczniej.
    z Klasyka:

      „Zdaniem Połomskiego żaden polski artysta występujący na Zachodzie w czasie stanu wojennego nie odniósł takiego sukcesu jak Kocoń. – Pisał teksty patriotyczne do chwytliwych melodii, to trafiało w gusta większości. Waldek nie był literatem, ale nie o to chodziło. To bardzo ludzi wzruszało. Składano mu hołdy niesłychane zupełnie. To było apogeum jego sukcesów – opowiada.”

    i tych Sukcesów…

      1. chyba Tak: ale ja nie bywam na Sallonach, to się nie wyrozumiewam na tym. już Lub jeszcze.

  2. >inni Otwierają

    Przypominając sobie historię „Tylko Rock” i efemeryd mam spore wątpliwości co do celowości takiego ruchu handlowego. Dostępność informacji poprzez sieć diametralnie zmieniła możliwości nabywców tak i muzyki jak i informacji na jej temat.

    No chyba, że pomnikowy… To wtedy będą książki, i inne gadżety.

    No i koniecznie płatny dostęp w sieci.

    1. nie jestem Godny. gdzie ja — w takim Towarzystwie.
      (ja to mogę, nieśmiało zresztą — Książki o pp. Panach Ojcach Założycielach pisać; ale w niskich nakładach wyłącz. Gdyż niezrozumiale.)
      Reformator może zmieniać.
      wiadomo.

      1. Pan ma jeszcze szanse.
        Inne.
        Oni okopali się w historii, pięknej, ale jednak przeszłej.
        Pora zacząć czerpać od młodych? Stworzyć legendę za życia?? Ehh te marzenia…

        Ja spróbuję. W miarę wolnego czasu.

    2. I byłbym zapomniał.

      Na cześć tych co otwierają cześć artystyczna.

      Oh, see the fire is sweeping
      Down through the streets today
      Burnin' like a bright red carpet
      Another fool who lost the way

  3. Panie to nie pomnikowy „magazyn”(sic!)bo takie to w wólce kozłowskiej ino nazwa sprzedana jakiemuś Szpringerowi, albo Bildungowi (jak polski newsweek) i nie mający nic wspólnego z KIEDYŚ kultowym miesięcznikiem. Tam będą polskie krytyki pisać co związki bliski i owocne mają i z artystamy i wytwórniamy muz. i już wiadomo co będą pisać. Gówno jak wszystko dookoła, tylko żeby tak nie śmierdziało.

    1. Panie,
      (o ile Pan jesteś Realną Ossobą a nie jakimś Chejterem Za Kassę „T.Rocka” wynajętym) Frumunda MO Balz: JESZCZE mnię propozycji nie złożyli; a Pan już mnię od „gówna”… Pan poczeka.
      (= aż się sam skompromituję.)

    1. Tendencja światowa? Tendencja, która powoli wykształca zasadę, że młody Anglik czy Niemiec bawi się na Ibizie, a jego polski rówieśnik zmywa po nim naczynia? Tendencja, żeby Polska została na zawsze eksporterem taniej siły roboczej? Tendencja do ogłupiania nas przez media i propagandę, że jest „fajnie”, a kto uważa inaczej, to ciemniak i moher, więc jak ci się coś nie podoba, to morda w kubeł, bo to nie trendy? Co mnie obchodzi tendencja światowa? Tu jest Polska i tu mieszkam…

      i dodałbym tylko: Niestety…
      Ale tak: taką gazetę mogę robić…
      (d. już za późno na Młodego makowskiego.)

        1. i nie, żebym przepadał za PK
          (jeszcze od bodaj 1982, gdy go zobaczyłem raz 1szy, wtedy dla mnie — Małolata…)
          — ale: a CO mnie ma obchodzić?
          rzeczy, na które nie mam wpływu…?
          (tak: na te TU = też nie mam; ale są bliżej. no to może kiedyś będę miał [„za 30 parę lat jak dobrze pójdzie…”].)

            1. tak: w 1982 tu było jak na ibizie: gorąco i inni zmywali (a niektórzy „się”).
              no: styropian rządzi.
              (nadal.)

        2. od razu nacjonalizm ! a jak u anglosasow czy tych zza malej wody czy tych za duza woda na kazdym rogu flaga narodowa dynda to nie jest nacjonalizm tylko duma narodowa?
          PK widzi jednak problem w zbyt uproszczony sposob, bo jest starawy i „nowy wspanialy swiat” jest mu obcy. Ja sie ciesze ze rodacy moga sie przemieszczac. To co kto robi z wlasnymi „rencami” i czy uzywa do tego mozgu uwazam za problem jednostki w kory bym sie nie wtracala, gdyby nie male ale… tzw edukacja Polakow ktora faktycznie systemowo ksztalci ten narod na murzyna Europy.
          Ale to nie moja brocha, chociaz troche zal patrzec.

    1. (a co ja się będę męczył z Odpowiadaniem…)

      Yachy będą jak nagroda Nobla…

      Pani Anna Czekanowicz, nie oszukujmy się, nie jest Michaelem Jacksonem gdańskiej poezji. Jest zaufaną urzędniczką prezydenta Adamowicza, który ufa jej polityce bezgranicznie. W zasadzie po przegranej ESK 2016 powinien ją „odstrzelić”, ale ma tyle na głowie, że nie jest w stanie utrzymać
      w ręku „rewolweru”. Co z kulturą w mieście?

      Młodziacy pod flagami nowej kultury wyszli z ruin Stoczni Gdańskiej na podwórka i śmietniki Gdańska. To przejście z ruin na śmietniki nie służy wizerunkowi Gdańska jako europejskiego miasta kultury. To postawa undergroudowa, która wpisuje się w młodość szczeniackich poszukiwań twórczych, a nie w budowanie i integrowanie gdańskiego środowiska kulturalnego. Zaczęli zagospodarowywać przestrzeń miejską różnego rodzaju wavestreetami, czyli „ulicznymi falami” jak powódź na Oruni. W pogardzie dla nich jest dotychczasowy, konsekwentnie realizowany ruch festiwalowy, którego, po utracie przez Gdańsk Festiwalu Filmowego, już wiele nie zostało. „Gdański Festiwal Muzyczny”, Festiwal „Feta”, Yach Film Festiwal jest dla nich daleko poza zainteresowaniami. Nowe (nie nowe) undergrandowe propozycje: Narracje, Animation Now, Transvizualia, działalność Galerii Miejskich nie wyróżniły się wielkimi sukcesami na arenie ogólnopolskiej czy europejskiej, mimo kilku edycji. Realizowanie imprez, przez kontakty towarzyskie z młodymi artystami 3 ligi europejskiej krajów, załatwianych przez internetowe adresy, nie przyciągną do naszego gdańskiego kulturalnego raju wielkich nazwisk. Wave Street wygląda tak: najpierw idą baletnice, za nimi pięciu fotografów, a potem dwóch kamerzystów. A po chwili organizatorka z przytuloną komórką do ucha i dwóch gapiów… Grunt, żeby zdjęcia wyszły ładnie…

      Poza dziadkiem Blaszanym Bębenkiem, przez dziurę w bębenku przyjeżdżają do nas lokalni artyści np. z Bremy, realizując swoje przestrzenno-miejskie wizje artystyczne. Kompletny brak szacunku dla trójmiejskich artystów, konsekwentnie bytujących i tworzących w trójmieście. Cześnik, Model, Tumielwicz, Sęczawa … Żadnej pokory, tylko czysty bunt w postaci szukaj burz buduj: i Stolica Europejskiej kultury nie została zbudowana… Może za 40 lat… Dlaczego? Bo nie ma elementarnego szacunku dla ludzi kultury, nie ma żadnej integracji, jest wzajemna pogarda i niezrozumienie. Do tego beznadziejna gdańska krytyka kulturalna i beznadziejne słabe media elektroniczne, które przede wszystkim przegrały batalię o prywatną silną stację telewizyjną, która by zastąpiła skorumpowaną, gasnącą TVP Gdańsk.

      Były projekty Video Studio -„Nord”, były projekty AF Profilm. Nic się nie udało. Wszyscy poszli do Warszawy, do Wrocławia. Słabe media i niedouczeni dziennikarze wiodą prym w budowaniu wizerunku miasta. Pogarda dla uznanych artystów. Skandal z klubem Sfinks700, który z takim trudem reaktywował Leszek Możdżer w Sopocie – bezsprzeczna światowa gwiazda jazzowej pianistyki. Urzędnicy zamknęli mu klub, pomawiając o malwersacje i osobiste korzyści. Rozmawiałem z Lee Royem. Ta legendarna gwiazda polskiego rapu i hip hopu mieszka w Gdańsku na ulicy Szerokiej. Ma bezgraniczne kontakty w showbiznesie, chciał stworzyć w Gdańsku autorski klub. Miasto nie da mu lokalu, chyba, że będzie za niego płacił. W głowie się nie mieści jak podcina się skrzydła uznanym autorytetom. Ja sam wysunąłem propozycję, żeby w centrum miasta stworzyć multimedialne muzeum polskiego wideoklipu. Zbiory Festiwalu Yach Film sięgają 5000 polskich prac. Nie, miasto woli tworzyć martwe galerie miejskie z tzw. wysoką sztuką głównie z pobliskich Niemiec niż inwestować w niekwestionowany dorobek polskiej, gdańskiej kultury.

      Nawet, gdyby galeria taka stała się atrakcją turystyczną, to i tak miasto nie będzie tego pomysłu wspierać. Pani Anna Czekanowicz mówi- znajdzcie sponsora, a jak wszyscy dobrze wiemy, że od dawna wszelcy lokalni, a nawet krajowi sponsorzy są w kieszeni miasta. To miasto rządzi pieniędzmi od sponsorów i to prezydent decyduje, którą imprezę dofinansować, a którą nie. Przedłużeniem ręki Adamowicza jest Pani Anna Czekanowicz, więc wiemy kto decyduje o finansach gdańskiej kultury.

      Za sprawą rządów PiSu festiwal, jak wiele innych, zniknął z anteny telewizji publicznej. Niestety. polityka sprawiła, że tzw. misja Telewizji publicznej to iluzja i nie ma na antenie miejsca dla 20 letniej historii nowej dyscypliny sztuki, jaką jest wideoklip. Nikt z miasta Gdańsk o to nie walczy. Wideoklip polski, specyficzny, mający odniesienia do innych dziedzin rodzimej kultury tradycyjnej, muzyki, poezji, filmu. TVP Kultura ma to głęboko gdzieś, jak i TVP wszelka. Zresztą układ sił medialnych, który uplasował się między Warszawą a Krakowem tzw. jura krakowsko- warszawska (przyp. Zbigniew Libera) nie dopuszcza już innych miast północy Polski do tego medium. Zresztą co tam oglądamy? Zamierzchłe archiwa TVP zza czasów komuny. Te same twarze, te same sylwetki, które teraz jeszcze się wyświetlają w reklamach banków i innych produktów na sprzedaż. Spotkałem Marka Żydowicza w Toruniu… dyrektora Festiwalu Camerimage….składał mi prawie kondolencje… Jak można uznany krajowy festiwal przenieść do rangi lokalnych wydarzeń???? Pani Czekanowicz !! co Pani proponuje ??? Nowy intermedialny festiwal w Gdańsku???? Z Panem Szupicą z Białegostoku, wychowankiem Yach-Filmów… z Panią Natalią Cyrzan… która jedną nogą w Portugaliii… z dziennikarzem Przemkiem Guldą co w New Yorku połowę czasu przebywa i zastanawia się czy wrócić czy ostać na amen… Już było zioło Festiwalu Gwiazd z Warszawy, już nawet łapy niektórzy odcisnęli … Co możemy zrobić jeśli urzędniczka miejska Anna Czekanowicz nienawidzi mojej Żony? W którą stronę iść, jeśli miasto ma w pogardzie dorobek 20 lat?

      Jak utrzymać Festiwal w Mieście Wolności, kiedy główne miliony spływają na imprezki dla adoratorów Pani Anny ? Poezja skrajną się staje na takim zakręcie… Co mam do stracenia ? Parę projektów o których Pani decyduje sama ?…

      Może już nigdy nie wykonam „fuchy” dla miasta, może już nigdy nie będe nominowany do nagrody … Jaka jest cena prawdy ???

      Yach Paszkiewicz

      (zachowano pisownię Oryginału, choć z żalem.)

  4. …i może rzeczywiście przestać się obglądać na markowe amerykański rzeczy i robić (reaktywować) cuś polskiego – taki Non Stop z lat 80 tych naprzyjkład. Opłaty licencyjne pewnie byłyby niższe, a i młodym zdolnym można by dać szansę zamiast tłuc o dinozaurach. Zalożę się , że sprzedawałoby się lepiej bo nie tylko salon by kupował, może i prowincja.

      1. ps.
        w 2 poł. l. 90. proponowałem to Koledze (z „NS” też). olał, choć z życzliwością.

          1. nie wiem. Kolega obok Salonu (trochę).
            {a trochę „z”.}
            a mnie to już Od Dawna na Salony nie wpuszczają, bo.
            [= wiadomo.]
            Sralon-slalom.

        1. ale to już inne czasy – myślę, że normalni ludzie co się muzykom interesują dojrzeli do kupowania takiej miesięcznicy i nawet na gazetowym kolorowym papierze – takim jak kiedyś Przekrój, ale by była bajera. Cza by ich – tych czytelników poważnie traktować, nie reklamami Lexusa.
          Dałbym panu namiary na jednego dziennikarza co o punku, anrchii, zdjęcia porobi, nawet zastępcą Naczelnego by mógł być. I też z niemieckiego miasta.

          1. niestety duzo kasy trzeba na rozruch, ale to prawda ze bylaby klientela, gdyby ja powaznie potraktowac, bo te dawne punkowe towazystwo dawno juz spowaznialo;) oni jak milosnicy historii potrzebuja periodyka, ktory cos tam machnie o historii powie gdzie jest jaki koncert lub gdzie nabyc plytke takiego pisma lobbystycznego faktycznie brak, brak tez portalu tego typu

          2. no, chętnie: ale ja nic do tego nie mam… (sam czekam, aby mnie Posadę + Kasę + Służbowe To, Co Się Należy…)
            a ten Pana niemiec: mozeby on Od Razu = ze mną konkurencyjne? Bezpardonowe & Pryncypialne… (a później damy się Kupić.)

            1. i, Pani Aaniu:
              ja nie wiem, czy jeszcze jest Klientela na Papierowe. choć mi żal, bo uwielbiam (nadal, bez wzajemności).

                1. Niech Pan zrobi 1-den numer Nowego Non 100pu z ludźmi z sieci. Puści Pan zajawkę na fb i innych miejscach licznie odwiedzanych.

                  Potem Pan zobaczy jaki odzew będzie.

                  Moim zdaniem średni.

                  Tworzenie prasy muzycznej trąci stęchlizną jak napisał Pan v. Dzisiaj młodzież starcy i leniwi szukają wiedzy po portalach muzycznych.

                  Ja się statecznie dziwię, czemu jeszcze punkty prasowe działają. W moim mieście ostały się 2 (słownie dwa) kioski ruchu. Reszta punktów oprócz prasy sprzedaje mydło-powidło…

                  No chyba, żeby Pan zatrudnił Nazwiska, ale to kosztuje…

  5. szczerze? Gówno z tego będzie. Robiłem przy kilku rzeczach, które wszędzie na świecie się sprzedają. Tylko nie w Polsce. W Polsce sprzedaje się program telewizyjny, na żywa i przepisy kulinarne.
    ja sam bym pisma muzycznego nie kupił, bo w dupie mam czytanie o muzyce. Wolę słuchać. Muzyki. Tak. NonStopa w latach 80 czytałem, ale tylko dlatego, że wtedy ani za wiele muzyki nie było, ani informacji zbyt wiele o niej.
    w kwestiach poznawczo-rozrywkowych cenniejsza jest sesja winylowa u Samolota niż roczna prenumerata jakiegoś rolinstona. Zdrowie!

    1. no, Paczpan: i nawet się z Panem zgadzam; choć, jak w tych 80. (przez chwilę) robiłem NS (a w nim Balagan) — to (niektórzy) pisali, że coprawda kupują, ale za mało o Muzyce piszemy… (a My im na to – zappę… Do Góry Nogami zresztą, aby czytanie utrudnić.)

  6. No. to w Ameryce roczna subskrybcja: Get 4 issues FREE, plus subscriber only access to both the current issue and the complete archive online, when you order 1 year (26 issues) for only $19.95 (30 total issues) – 20 dzielone na 30 nie licząc dostępu do archiwum na internetach (w pamięci) to wychodzi $0,666 za jeden egzemplarz (w Polsce obraza uczuć religijnych w sądzie jak znalazł) czyli = 2,50 zł za egzemplarz u nas licząc po najgorszym kursie i licząc na zepsutym kalkulatorze. Może ludzie kupią, nie moze być jednak wydawany na zbyt twardym papierze.

      1. Bardzo mi sie rozliczenie podoba. Bardzo! Kupią-nie-kupią.
        Panie tu jest Polska! I w tym problem.
        W Nowym Jorku manikiur tańszy niż we Wrocławiu (dane z przed kilku lat). Obecnie płacę 10 funtów za przypiłowanie pazurków co daje mi w stosunku do tej samej usługi z warszawskiej Ochoty z czerwca br jakieś 10zł oszczędności. Panie, tego się nie da wytłumaczyć żadnym ekonomicznym wzorem!

        1. jak nie da jak Da: u marxa (tfu!) było Opisane: popyt i podaż, dyktatura & Proletaryat… i temu podobne.
          (a tu nie ma Czarnychafroturków, którzyby chcieli tu w Usługach robić; tylko wszyscy — na Marketing. und Zarządzanie. a Yntelektualiści do wenecji, na bjennale oczywi.)

    1. Ja nie, ale po Babci mam wstręt do marnotrawstwa. (np. Papieru & Farby & Wszystkiego.)

Komentarze są wyłączone.