Hobbes



czyli też kolejny numer „Przeglądu filozoficzno-Literackiego” – a w nim, poza okładką, też mój text; dam i tu…

    Kontrakt pedagoga

    Jacek Sienicki: malarz, był wykładowcą w warszawskiej ASP przez wiele lat. Jak mówią uczniowie; chyba wszyscy – był znakomitym pedagogiem – oraz, co już sam miałem szansę stwierdzić – niespotykanie uroczym człowiekiem.

    Mówią też – niektórzy – że nie był oryginalny. I że to, co robił – wychodziło z Bacona. Nie, nie filozofa! Malarza: też Francisa, ale urodzonego w 1909 (zm. w 1992). Mówią też, nie bez racji – i Giacomettiego. Ale czy malarstwo po abstrakcji może być oryginalne? Czy ta kategoria – tu pasuje? Wszak plama barwna nie ma autora – albo raczej, jest nim cały świat.

    Uczniowie Sienickiego wzorowali się na nim, mocno. (Byliby więc kopią kopii. To jak ze znaną łatą z opowiadania Kołakowskiego („13 bajek z Królestwa Lailonii dla dużych i małych”, wyd. 1963), która rosła – czy łata naszyta na łatę jest jeszcze łatą, czy już – z powrotem – spodniami…)

    Co jest zresztą – od dawna – cechą akademii; kiedyś, w rozmowie, dla pisma studenckiego („Nowy Medyk”, 1976 r.) z ówczesnym dziekanem wydziału malarstwa, Stefanem Gierowskim – spytałem go o to podobieństwo – o to, że na każdej dorocznej wystawie absolwentów wchodzi się do pracowni i nawet nie czytając nazwiska kierownika – wiadomo, po pracach studentów, kto tu uczy… Dziekan, jak to polityk wszak, odpowiedział wymijająco:

    To jest pytanie, które dotyka dziedzin, na których się nie znam, psychologii może. (…) Czy Akademia powinna stawiać na to, że wychodzą z niej wyjątkowo zdolni ludzie, czy też (…) ludzie, którzy mają zawód, w dalszej swej dzialałności nie będą robić rzeczy kompromitujących. My, jako pedagodzy, musimy zwracać uwagę na obie te rzeczy. Wybić się poprzez malarstwo nie jest łatwo…

    W tym samym tekście znalazły się też słowa Jana Stanisława Wojciechowskiego, absolwenta wydziału rzeźby; wtedy pochłoniętego socjologią sztuki, w Instytucie Kultury – niejako oceniające efekt:

    – Co ci dała Akademia?
    – Trzeba zacząć od tego, czego mi nie dała. Otóż nie dała mi żadnego rzetelnego wykształcenia, które musiałem zdobywać potem sam. A co mi dała? Niezapomniane wspomnienia…

    Coś się zmieniło? Nie wiem… Koleżanka nasza, znakomita rysowniczka, po – wymagającej jednak sporej wiedzy, grafice warsztatowej opisuje to krótko i trafnie, cytuję z pamięci, ale chyba dokładnie: – Wyszłam z tym dyplomem z Akademii na ulicę, a w głowie miałam jedno pytanie: co ja mogę robić? Co umiem… Pytanie – i przerażenie.

    Tak, to paradoks uczenia sztuki: natura jej, motywacja do powstania, działania w niej – jest głęboko egoistyczna. Albo wychowamy klona, albo kogoś, kto nas pożre.

    Wróćmy jednak do Sienickiego: niektórzy mówią, chyba nie bez podstaw, iż na krajowym rynku sztuki trafiają się, nawet często – „podrabiane” obrazy Jacka Sienickiego. A jeśli – ktoś je musi malować… A jeśliby – któż potrafiłby „lepiej” podrabiać Mistrza – jak nie uczeń? Wszak wiemy: wybić się poprzez – własne! – malarstwo nie jest łatwo… No to: przez cudze.

    A jeśliby tak było – byłby to sukces malarza i klęska pedagoga.
    mr m.

← Poprzedni wpis

Następny wpis →

2 komentarze

  1. jakieś za trudne teksty pan tu dajesz, w internecie to sie nie przyjmie… gdyby goue baby, albo bluzgi na politykow…

    • makowski

      tak, też tak czuję. ale Gółe Baby — to sprawy intymne. a polityków widzę ostatnio tylko na cmentarzu; to i bluzgać nie wypada jakoś…
      (nawet gdy Czerwony lub Świecki).