
– W początkach lat dziewięćdziesiątych esbecy naprawdę się bali. Kiedy skonfrontowano mnie z moimi porywaczami, byli mokrzy od potu – mówi Krupski.
– Ale gdy w 1995 roku doszło do procesu, w sądzie to ja czułem się głupio, oni zaś – jak na pikniku.

a pocztówka? z Hawany…
