Richard Avedon





zmarł Avedon – i teraz wszyscy będą płakać – i wystawiać laurki. a to wcale nie był aż tak dobry fotograf
trochę tak, jak z Andy Warcholem – też nie za bardzo wybitny – ale coś po nim zostaje, myśl jakaś, prowokacja, zaczyn.
Avedon byl jeszcze płytszy; nic, tylko forma – przerobiony na mielone August Sander, sporo z Irvinga Penna i (lekko, aby nie zniechęcić) przyprawiony ostrością Diane Arbus.
jakaś linia, ciągłość (= fotografowanie ludzi, tak jak są – no, prawie). ale Avedon był jak cała dzisiejsza high society: elegancki i pusty…

a jak już mam cenić „zimną” fotografię – to wolę Weegee. przynajmniej życie w tym jest. a i tak wszyscy oni od Franka. tyle że nie wychodzą poza studio.
Avedon dobrze zarabiał – i ok. ale to odbiera ostrość widzenia.

7 thoughts on “Richard Avedon”

  1. hmmm. czlowieku, zastanow sie co mowisz, jestes smieszny, pokaz swoje fotografie, pokaz co ty stworzyles podczas swojego nedznego zycia, pokaz swoja ostrosc jk mowisz ze duyze pieniadze zamywaja oczy. powiem ci ze g prawda, mozna na kazdego wyrzucac co sie chce, mozna zazdroscic, ale dla mnie wymowa ktora tutaj zapisales jest pusta, bez argumentow pozdrawiam a avedon zawsze pozostanie pamieci jako jedne z najlepszych

  2. >> andrzej
    zapewne masz rację.
    moje życie było nędzne; i ponadto jestem Agentem Wrogich sił.
    (oraz Łańcuchowym Psem tego, no…)

Comments are closed.