I am an actor on the world stage… mówi Saddam Hussein. to prawda.

demokracja plus media (głównie zresztą tv) doprowadziły wreszcie do tego, że rozróżnienie aktora od polityka staje się coraz trudniejsze. zwykli ludzie, ostoja demokracji, bardziej wierzą telewizji niż realnym (a jakie to?) informacjom.

znajomy opowiadał mi historię. w małej miejscowości, z której pochodzi zdarzył się wypadek drogowy. a szosą akurat jechała Słynna Aktorka z Jednego z Tych Seriali, która grała w nim lekarkę. chłopstwo – i babstwo – okoliczne wręcz nakazało jej zająć się poszkodowanym. chyba zresztą nawet powiedzieli lekarzowi pogotowia, który pojawił się później: nie, nie trzeba, Pani Dochtór już jest…

historia, nawet gdyby nie była prawdziwa (a podobno jest) – byłaby wysoce prawdopodobna. świat wirtualny coraz bardziej zlewa się z realnym. a nam (wszystkim, choć każdemu w innym stopniu, mam nadzieję) zaczynają rzeczy nieistniejące, lub istniejące częściowo – wydawać prawdziwymi.

to jest jak z rozmówcą w telefonie komórkowym gdy rozmawiamy, idąc ulicą. kiedyś, gdy jeszcze byłem mały, gdy ktoś szedł ulicą i mówił do siebie – było wiadomo: wariat (lub naukowiec, co w końcu na jedno wychodzi). dziś wszyscy chodzimy i mówimy do nieistniejących osób. i nikogo to nie dziwi.

czy za chwilę realny stanie się „Running Man”? Social commentary, or carefree action romp? The truth is, The Running Man is both.

tak, both. dwa w jednym. taki jest teraz: dwa światy w jednym. zwyczajna paranoja? i co na to mówi mój ulubiony Ronnie Reagan? „I hope you are all Republicans…ĺ