Kręgowi temu w większości bliskie były poglądy lewicowe, stąd ich sympatie do egalitarnego budownictwa blokowego oraz ogromna niechęć do wielkomiejskiej architektury z przełomu XIX i XX wieku, czyli z czasów, gdy Warszawa stawała się metropolią. Niemal wszyscy zapatrzeni byli w modernizm – styl gładki, prosty i pozbawiony wszelkich zdobień, uznawany przez nich za antidotum na secesję. Niechęć środowiska rozciągała się jednak również na realizacje całkiem współczesne: Zygmunt Skibniewski, zafascynowany monstrualnymi założeniami urbanistycznymi, krytykował nawet urbanistykę Gdyni za jej pierzejowy układ zabudowy.
(…)
Zdjęcia i dokumenty nie pozostawiają wątpliwości: tę dzielnicę można było w większości odbudować. Znikła. Całe ciągi wielkomiejskiej zabudowy nadające niegdyś Warszawie jej stołeczny charakter wyburzono również m.in. na ulicy Hipotecznej, Elektoralnej, Chłodnej, w Alejach Ujazdowskich. Rozebrano wiele domów na Marszałkowskiej, którą wzięto na celownik jako symbol „kapitalistycznego miasta”.
Artur Bojarski






fieloryb
Jestem świeżo po lekturze tej książki. Spora jej część poświęcona jest architekturze Warszawy. Autor ma lekkie pióro, posiadł też umiejętność pisania na przykład w stylu Wiecha i Wańkowicza. Pozycja warta polecenia, opisująca jedną z możliwych, alternatywną historię Polski.
makowski
no, nie mogę: całe studia Nasz (może Pan Prezydęt nie uważał, zbyt zajęty konspirą, ale ja trochę…) uczyli: nie ma „gdybania…” a tu, w Mojem blogu… no, niemogie.
fieloryb
To „gdybanie” nie jest jedynie sztuką dla sztuki. Pokazuje słabość myślenia: „co by było gdybyśmy byli mocarstwem od morza do morza”. Sygnalizuje jak łatwo stać się silnym krajem na kredyt i jak równie łatwo stracić uprzywilejowaną pozycję w momencie, gdy taki kredyt trzeba zacząć spłacać. Przedstawia Polskę wielonarodową (Polacy, Ukraińcy Żydzi), jako kraj skonfliktowany wewnętrznie. Koniec końców autor nie bierze swoich przypuszczeń z księżyca. Wszystko oparte jest dość solidnie o literaturę przedwojenną i gazety z tamtych czasów.
makowski
a tymczasem, czytając „gdybanie” — tracimy czas, którego i tak mało, aby poznawać to, co było. doba ma tylko 24, a ja lubię spać, czasem.