No to mu przerywam i mówię, że ja jestem niezależny i do nijakiego ZaAiKSu nie należę i trzeba ze mną umowę licencyjną podpisać. Na to on, tak trochę nie na temat, mówi, że panie Janie, przecież Pan jest zaproszony na Zamek i… No to wyjaśniam, że istotnie, kancelaria coś przysłała, ale się nie wybieram. No to on, że jak się upieram z tą umową, to trudno, to podpiszą.

4 odpowiedzi na “Ordery, or…”

  1. Czasy sie zmieniają (niby)
    a w telewizji kurwów w chuj
    jak zawsze
    (przepraszam za słownictwo, ale wydaje się adekwatne semantycznie jak i poprzez swe silne nacechowanie emocjonalne)

Możliwość komentowania została wyłączona.