• pani od bjologji.
Traktuję siebie jak zwierzę laboratoryjne – świnkę morską, mysz, no – w najlepszym przypadku – szczura (inteligentne bydle w końcu). Przyglądam się sobie codziennie (…)
masz dystans
jak świnka do laboranta…
• Hej, szara wiara… – nadesłane (do Pana Minimala)
Przychodzi ksiądz po kolędzie do rodziny Jasia i oczywiście zadaje
Jasiowi standardowy zestaw pytań :
– A ile masz lat?
– Siedem…
– A do kościółka chodzisz?
– Chodzę…
– Co niedziela?
– Co niedziela..
– Z całą rodziną?
– Z całą…
– A do którego?
– Do Carrefoura…
• a to Wojciechu Soporku pamiętasz?
Dostając wypieków z powodu naszej lustracyjnej gorączki nie zapominajmy, że i inni mają swoje czarne karty historii, nie tak znowu odległej.
(wiemy, wiemy od dawna; ale możeby jednak najpierw naszych Czerwonychzistów rozliczyć…)
• krzyżacy?
A jak byłem mały, bawiłem się z kolegami Wojtkiem i Marcelem w obóz koncentracyjny. Rysowaliśmy plan na kartce, zatwierdzaliśmy transporty, rozpisywaliśmy plan przesłuchań i sporządzaliśmy statystyki zagazowanych (…)
• Byłam niepoprawna politycznie?
Powiedziałam na głos z dumnie wyprężoną piersią altem swoim zacnym, coś co przez otoczenie wzięte było za rasistowskie, nie na miejscu, nie te czasy, mała, zmień lokal.
„czystość rasowa”.
Ulala. Przegięłam tę przysłowiową już pałę (…)
przegięła; była. językowo – mówi się „brudność nierasowa”. szczególnie w biedniejszych dzielnicach.
(So if you think we live in a modern world Where everything is clean and swell Take a walk on the B side of town…
• Caillois i jego przeświadczenie, że nie da się nic ważnego powiedzieć przy pomocy wyrazów liczących więcej niż cztery sylaby.
• na koniec to (dedykowane Panu Stanisławowi z Wwy):
życie rodziny patologicznej wygląda tak:
terra (wchodzi): cześć, synowie
ormuss (z kuchni): cześć matka, to ty?
terra: ja
ormuss: wódki?
dobranoc Państwu wszelakiemu.

Z cyklu „Pani Magdo, pani pierwszej to powiem”. Tłumaczy Przemysław Gintrowski córeczce, co to był komunizm:
– Gdy wszedłem pewnego dnia do sklepu, to na półkach stały tylko butelki z octem.
Na co dziecko rezolutnie:
– Tato, trzeba było iść do innego sklepu!
To była teza. Antytezą dla pustego sklepu niech chwilowo zostanie kościółek Carrefour. No to jest i synteza.
A teraz zupełnie bez związku temat ekonomiczny. Otóż jest podejrzenie, dlaczego w szczerej (bo katolickiej) Polsce wydajność pracy jest niska i co za tym idzie niski PKB. Proszę też łaskawie zajrzeć w linki, gdzie jeden pan opowiada, w jaki sposób doprowadził do rozpadu wielu małżeństw.
Polecam się.
–> darq
tak z tym orgazmem – też coś słyszałem. co to jest? jakiś przereklamowany narkotyk?