W środę przed południem do Jadwigi K. przyszli urzędnicy. Wiedzieli o panującej tam ciasnocie i chcieli zaproponować większe mieszkanie. Kiedy otworzyli drzwi, ze środka wydobył się przerażający odór. Na kozetce w korytarzu leżało rozkładające się ciało dziadka Stefana. Dalej, w pokoju, były zwłoki babci. Oba ciała już się rozkładały. Według wstępnych ustaleń policji staruszka zmarła około 1 grudnia, a jej mąż kilkanaście dni później. Córka nikogo nie zawiadomiła o śmierci rodziców. Zmarli leżeli tam przez święta i Nowy Rok, a ich bliscy „normalnie” żyli obok zwłok – choinka, świeżo pościelone łóżka, zakupy.
Matka i syn nie widzieli nic złego w mieszkaniu z dwoma nieboszczykami.
– A co, nie wolno? Przecież nikt nie zakazuje mieszkania ze zmarłymi – mówili oszołomionym funkcjonariuszom.

i na osłodę coś, czego naprawdę nie wolno: Było jak w filmie. Mieszkaniec Oleśnicy dostał wyrok, ale nie chciało mu się iść do więzienia. No to poprosił kuzyna, żeby za 10 tysięcy złotych posiedział za niego dwa lata i trzy miesiące.