podczas lekcji religii 47-letni ksiądz rzucił się na chłopca. zaczął go szarpać, a po chwili ugryzł go w szyję i naderwał mu ucho…
dziewczynki sadzał na kolanach i głaskał po plecach… o zachowaniu księdza wiedziała dyrekcja szkoły. zamiast powiadomić policję, po każdym incydencie dyrektorka… wzywała proboszcza na rozmowę.
i pierwsze pytanie w komentarzu GW: czy seminaria duchowne w POLSCE rekrutują alumnów z zakładów psychiatrycznych?
ale pytanie jest inne: czy dyrekcje szkół, zatrudniające wariatów same nie są przypadkami psychiatrycznymi? czy rodzice, niesłuchający własnych dzieci nie są przypadkami psychiatrycznymi? czy społeczeństwo, akceptujące szarlatanów i przestępców (nieważne: bandytów, księży, psychologów, dyrygentów, reżyserów czy polityków…) nie jest przypadkiem psychiatrycznym?
i czy facet, któremu ukradziono radio z samochodu, mój znajomy, kulturalny gość – który mówi:
pójdę sobie kupię drugie, lepsze – na bazarze, tam mają wszystko… – nie jest sam bardziej winien kradzieży – niż złodziej?
……………
chcecie więcej? (…) postawiono mu zarzut niepowiadomienia kuratorium i policji o sprawie. co więcej – nakłaniał rodziców, którzy ujawnili sprawę, aby wycofali oskarżenia… sąd dyscyplinarny przy wojewodzie lubelskim uznał postępowanie pedagoga za uwłaczające godności zawodu nauczyciela i wymierzył mu za to naganę. władze gminy, którym podlega szkoła, nie zareagowały i dyrektor pozostaje na stanowisku