„Obywatele…” Bez kategorii culture clash: korporacyjne niewolnictwo XXI wieku

culture clash: korporacyjne niewolnictwo XXI wieku

strona o technice (the Register) cytuje Mahatmę Ghandiego: Today machinery merely helps a few to ride on the backs of millions. a my wracamy do ludzkich robotów: kobieta, faktyczna niewolnica w domu wielkiego prawnika (tu: Sony, ale może tak się dziać z władcami wielu korporacji, nie tylko w Stanach) – była na Filipinach nauczycielką. prawnik jest pewnie kulturalnym facetem z dobrego WASP-owskiego domu. jego żona też jest „miłą panią z towarzystwa”. a mimo to sędzia uznał, że …James and Elizabeth Jackson liable for involuntary servitude, false imprisonment, invasion of privacy, negligence and fraud. Elizabeth Jackson also was held liable for assault and battery. i zasądził ponad 500 tys. $ odszkodowania. nadal prowadzone jest śledztwo w sprawie o naruszenie praw (civil rights violations). Jacksonowie ogłosili bankructwo (prawnik…) dlaczego tak się dzieje?

z tych samych powodów, dla których Sony spokeswoman Susan Tick declined to comment. jesteśmy Wielką Korporacją. potężną. międzynarodową. nie ma w naszej korporacji niczego zdrożnego. i nigdy nie było. (a jak było – nie mówimy o tym.) zawiesiliśmy faceta, zapewne go zwolnimy po cichu – może też po cichu dostanie pakiet akcji na pocieszenie – ale mówić o tym nie będziemy. gadatliwość to największy grzech w korporacjach. gorszy nawet od bicia służącej.

wielokrotnie wspominałem, że obecny wielkokorporacyjny kapitalizm zadziwiająco przypomina mi komunizm. hasło: Psst! wróg podsłuchuje! może z powodzeniem wisieć na korytarzach znanych mi firm; średnich czy dużych. James Jackson był prawnikiem w Sony; zajmował się podobno kontraktami. a pani rzecznik prasowy firmy, rozczarowana wyrokiem (zdziwieni?) – uważa, że jest to very personal matter for him and his family

nie sądzę. facet, który zatrudnia ludzi, setki, różnych; negocjuje kontrakty, decyduje o karierach – i nie ma szacunku do ludzkiej pracy? to nie jest sprawa personalna.
naprzeciw: nauczycielka. nie wiem, jaki jest poziom nauczania na Filipinach – sądzę, że podobny do naszego. nie przepadam za nauczycielami – ale ci ludzie ciężko harują. podobno niejaki Lenin mówił, że państwo, w którym policjanci zarabiają więcej niż nauczyciele – to państwo policyjne. jakim państwem jest to, w którym prawnicy zarabiają więcej niż nauczyciele? jakim światem?

oczywiście bez przesady z tą lewicowością. jedni mają, a inni nie. problem w tym, że w naszych czasach coraz mniejszy mamy wpływ na to, czy mamy, czy nie. jeśli urodziłeś się w biedzie, w biedzie najprawdopodobniej umrzesz. niezależnie od wysiłków, zalet, talentów i woli. (chętnie poznałbym drogę życiową Jacksonów – ale jakoś nikt o tym nie pisze.)
przepaść między bogatą Północą a biednym Południem pogłębia się. i wcale nie jest powiedziane, że – gdybyśmy to inaczej urządzili – zniknęłaby zupełnie. a stąd tylko krok – niektórzy jak widać go już zrobili – do niewolnictwa. nowego niewolnictwa. coraz częściej też Północ i Południe spotykają się pod jednym dachem, w jednym mieście…

i nie idzie mi tylko o tzw. niższych pracowników. myślę, wyobrażam sobie (a mam do tych wyobrażeń pewne podstawy, własne doświadczenie, kilka przykładów…), że pan Jackson, jego szanowana żona – traktowali wszystkich jak śmieci; każdemu oczywiście dając to inaczej odczuć. służącą można bić. artystów, innych twórców – okradać. niektórym wolno pokazać tylko tyle, że nie zostaną zaproszeni na następne przyjęcie.
z wyjątkiem oczywiście naszych przełożonych. tym – trzeba się podlizywać; sprytnie oczywiście – od czego nasze prawnicze wykształcenie! a jak przyjdzie czas… zająć ich miejsce. i wtedy dopiero pokazać, kto tu rządzi! na to czekaliśmy… tyle lat… tyle wyrzeczeń, trudu, poniżenia…

cały ten układ jest chory. tak sądzę. dlaczego? zapewne każdy ma odpowiedź, często niejedną: mnie (ostatnio) najbardziej niepokoi oderwanie pieniądza od pracy. produkcji. w pewnym sensie zgadzam się z Chomsky’m, gdy mówi, że w latach 70. 95% pieniądza służyło produkcji a 5% – spekulacji. a teraz jest dokładnie odwrotnie.
ile więcej pracuje prawnik – niż jego służąca? przyjmijmy, że on jest mądry – a ona głupia. on pracuje wydajniej – a ona nie. cztery razy więcej? sześć? powiedzmy: dziesięć razy więcej od niej pracuje. powiedzmy.
a ile razy więcej zarabia? (w tym przypadku – skoro ona dostawała 300$ na rok, on powinien zarabiać 3000$ rocznie; oceniam go na więcej: dziennie.)

i tak się dzieje wszędzie. a jednymi z najgorszych pracodawców są podobno – podobieństwo dobrze udokumentowane – członkowie korpusów dyplomatycznych i ci, którzy pracują dla międzynarodowych organizacji. przypadek? nie sądzę. culture clash.
jak za niemca… jak polacy w niemczech wczoraj; jak ukraińcy w polsce dziś; ale teraz linia jest gdzie indziej. albo jesteś częścią (zarządu) korporacji (u nas: układu) – albo zdychaj.

a jakby kto pytał o skutki: pomówmy o naszych, tylko. i wystarczy.

…………………………………………
więcej szczegółów:
1. o kancelariach prawniczych stron; ktoś w końcu musi zarabiać
2. obrazki (wyłączone niestety. ale link zostawiam; szukajcie.)


3. dla bardziej zainteresowanych tematem (my wszyscy?): text w the Economist nt. filmu, którego zapewne nie zobaczymy u nas(*) – bo i po co? – „the Corporation”. już tytuł jest dobry: The lunatic you work for. a jak do tego dodamy tzw. linię: If the corporation were a person, would that person be a psychopath?; to już powinno wystarczyć. (nadal „wierzącym” cytujemy: There is a tendency among anti-globalisers to demonise captains of industry. But according to “The Corporation”, the problem with companies does not lie with the people who run them. Sir Mark Moody-Stuart, a former boss of Shell, comes across in the film as a sympathetic and human character… (ciekawe, co o nich myślą ich służący?)
(*) „the Corporation” ponoć było w maju w Polsce… a dowiedziałem się o tym wczoraj… z australijskiej strony www. co za czasy!
4. i na koniec – ostatnie poważne ostrzeżenie; nie czytaj tego. to szkodzi.