Robi się to tak:
1. bierze się nasionko (ja lubię żołędzie i kasztany, są wygodne – ale może być inne);
2. idzie się do Lasu;
3. znajduje wycięte drzewo (niestety jest tu mnóstwo…);
4. najlepiej już lekko spróchniałe w środku (wilgoć!);
5. i wtyka się tam, nie za głęboko, ale – nasionko.
A po pół roku, niekiedy dopiero po roku – mamy takie coś, jak na zdjęciu. Już zresztą o tym pisałem kiedyś, kilka razy zresztą. (mam i większe, ale te Małe = są ważne.)
dobranoc Państwu
mr m.