
…
(a skoro już jestem przy głosie.)
Spójrzmy na zeszłoroczny koncert Florence + Machine. Na widowni ponad trzydzieści tysięcy osób. Połowa kręci koncert smartfonami w pewnym sensie nie przeżywając koncertu na miejscu, ale uwiarygodniając swoją obecność na koncercie przez wrzucenie, post factum, własnej relacji do sieci. To ja jestem najważniejsza na festiwalu i koncercie. Niekoniecznie przeżycie kulturalne czy wykonawcy.
„Nie tylko Open’er. Festiwale utwierdzają w Polsce podział na biednych i bogatych”
Tomasz Szlendak
(rozm. Wojciech Engelking)
czepia się, prawda? pewnie go nie stać, Profesorek…

Muzyka jak kazdy towar, nie dla biedaków.
„Na początku rośnie zarówno bogactwo, jak i liczba ludzi – elit i pospólstwa – kosztem zasobów natury. Potem, kiedy przyroda już nie wystarcza, zużywa się zebrane bogactwo. W następnej kolejności zmniejsza się liczebność „pospólstwa”, bo elity za wszelką cenę bronią swojego poziomu spożycia. Wreszcie i one wymierają”.
http://wyborcza.pl/piatekekstra/1,139026,16223457,Przepis_na_upadek_cywilizacji.html (dobra książka Clina).
nie „muzyka” — a „biznes”. szał & biznes konkretnie. (Muzykę to można nawet na fujarce przy strumieniu robić albo i w sieni. wiem, co piszę: mój Dziadek grał na harmonii [= cyji, wstydzie czy pluckach] zupełnie tak samo jak dziś Artyści Awangardzowi. znaczy: na pewno gorzej, ale chyba frajdę mial wiekszą.)
No to przeca z kątekstu wynika.
otóż to, a p. Tomasz Ś. umieścił wczoraj na fejsbuku Pana grającego na saksofonie z rurek od spłuczki. tanio i ładnie.
zauważmy jednak, że ktoś go nagrał (smartfonem), ktoś umieścił w sieci, ktoś się podzielił i zebrał lajeczki, zwiększając osobiste kudosy.
instalacje…