[Piotr Bratkowski]
– Na żoliborskim Targu Śniadaniowym staram się być co tydzień i bardzo to lubię. Co cię drażni w tym, że ludzie spotykają się ze znajomymi, a przy okazji kupują sobie coś fajnego do żarcia?
Paweł Dunin-Wąsowicz:
– Niby to jest fajne. Ale z drugiej strony, to manifestowanie takiej fajności, za którą nie przepadam. Którą ludzie sobie wykupili dzięki sukcesom. Często zresztą zasłużonym, ale – bo ja wiem – może zbyt ostentacyjnie obnoszonym? Pewnie przemawia przeze mnie niesłuszna zazdrość. Ale dawny Żoliborz był formacją niepodległej Polski, zupełnie wyjątkową…

    Prawda o dumnej warszawskości

(no to: wkład – prawie – własny: WSM choćby tylko: jednak.)

WSM-legitymacja-1950-001-mn

6 Odpowiedzi do “warszawskie Dzieci pójdziemy w bar…”

  1. Wkurza mnie tylko to ciągłe gdybanie o prawdziwych „Warsiawiakach” których już nie ma. Mało kumata jestem i nie załapałam od którego stulecia trzeba być rodzinnie zakorzenionym w stolicy żeby się na tą magiczną „warsiawskość” załapać? Każda stolica europejska żyje, żyła i żyć będzie z „emigrantów”. Wszędzie też istnieją równoległe światy, w każdym miejscu na ziemi. Ale żeby robić z tego problem? Warszawa pod wieloma względami bywa świetna i gdyby do tego była lepiej zorganizowana żyłby się w niej o niebo lepiej. Ponoć otwarli już obwodnicę i z wielu miejsc tylko piętnaście minut i fru się jest. Ponoć?! Niestety dla mnie Wa-wa to komunikacyjny koszmar którego oszczędziła mi i Bruksela i Paryż. Warszawa komunikacyjnie dała mi w kość tak że dziś nie ma dla mnie nic piękniejszego jak mała mieścina którą z buta przejdę i auto mi do niczego nie potrzebne.

    1. Pszepani aanne: wypraszam sobie: oto (zara tu bedą, tylko musze wkleić już są) moi Pradziadkowie — na pelcowiźnie (ob. Żerań.) Rok 1904 — już wtedy, od dawna — w Mieście pracowali; a że Pelcowizna nie byla jeszcze wtedy w granicach… cóż: czynsze były mniejsze, jak dziś dla Korpo = bialołęka (= zresztą daleko za pelcowizną ona ;–)
      wątpiącym mogę jeszcze dać Dziadka + Babcię ze strony M. (ale już o nich wielokrotnie wspominałem, to może przesada. choć Fakt: Prababcia jednak = z N. Miasta n. Pilicą; ale jednak — z miasta…)
      Wlad-Rudnicki-Stanislawa-Rusin-1904-01

      1. HA! Okej, Okej…. Pradziadki Pana Panie Makowski dupę w jednym miejscu trzymali. Jedni we wsi pod Warszawą (ja wiem co to Pelcowizna, dziś też tam tanio;) drudzy siedzieli w jakimś mieście nad rzeką. Ale jak się to ma do nas Makuś? No nijak. Ty się wałęsasz po gdańskich podwórkach, a ja po łewropejskich. My zdies emigranty. Ale ja nie mam o to do nikogo pretensji. Groby moich przodków są w 4 różnych krajach. To moje dziedzictwo. Życie bywa poplątane. Moja babcia Maria urodziła się w Polsce i umierała w Polsce ale kiedy umierała to w dowodzie osobistym miała napisane że się urodziła w ZSRR i jak Pan wie nie była jedyną taką osobą w Polsce. A ja, ja to chcę umrzeć np. jako rezydent Wenecji. Oni Panie Makowski mają taki cmentarz na wyspie, że się paryskie perlaszeze i powąskowskie aleje chowają;))) Miejsce ma-gi-cz-ne! Albo jako rezydent Szwajcarii, kosztów rodzina uniknie, bo tam Panie Makowski chowają każdego na koszt miasta, nie ma w sumie prywatnych zakładów pogrzebowych. Można za to z listy usług dodatkowych wybrać bardziej kosztowną trumnę a urząd Panu skrupulatnie policzy tylko różnicę między usługą podstawową zapewnianą każdemu a wersją luksusową. Co ciekawe jak mi to tłumaczył tubylec, mało kto korzysta z dodatków, Szwajcarzy naród praktyczny wystarcza im usługa podstawowa -gratisowa.

        1. Pelcowizny nie ma. NIE MA, podkreśla. (dziś tam stoi elektrociepłownia na żeraniu, na niej, Dawnej. i proszę mję nie — bo sie szybko na czierniakow przenieśli, Dziadkowie: awans spoleczny na St. robotnika.)
          ps.
          a JAK TO SIĘ MA? ponoć jednak ma… (Ta nowa genetyka, -a: bez genów a o prądzie + wiśni + myszach…)

  2. może czegoś nie zrozumiałem, ale Panowie przecie mówią, że prawdziwych warszawiaków nie ma i że jacyś tacy od dziadka, co po wojnie zjechał, tworzą ten Mit Prawdziwego.
    dla mnie głupie, bo bez znaczenia. ludzie się przemieszczają, umierają. przeszłość nie ma dla mnie dużego znaczenia emocjonalnego, nie znam swoich korzeni, może dlatego. chociaż, tak, wiem, że moi pra-pradziadkowie żyli w Warszawie, ale co z tego?

    1. PANIE (i Panowie) zasadniczo. ale: Pan wszystko zrozumiał; i Dobrze. choć — po swojemu.
      (jak Każdy.) Każdy ma swoją wersję mapy chin w skali 1:1 — swój kawałek.

      Najnowsze badania opublikowane w „Nature Neuroscience” wywołują chichot historii. Dowodzą bowiem, że pewne cechy nabyte mogą być przekazywane z pokolenia na pokolenie.

        Lecz (podobno) głównie jednak – lęki, a nie talenty czy inne zalety. Choć Psy kocham do dziś.
        [mr m.]

Komentarze są wyłączone.