Kilka dni temu – patrz w archiwum – odnotowałem aferę z PAP-em. Nasze kochane pisiorki w nienasyconym apetycie na media (oraz stołki) nielegalnie wymieniły radę nadzorczą agencji; nowa rada natychmiast powołała nowy zarząd i nowego prezesa – dokładnie według tego samego schematu zagarniania pod siebie. Sąd (rejestrowy) rzecz oprotestował – kadencja rady mija dopiero w 2008 roku. Stara rada natychmiast – bardzo słusznie! – zwołała zebranie i zaczęła ponownie urzędować, a pan minister skarbu wykonał w panice woltę tak głupią, że zęby bolą.

    Mianowicie… powołał kolejną radę nadzorczą. No i mamy teraz trzy, bo tej drugiej pan minister nie był łaskaw odwołać, z których legalna jest oczywiście tylko ta stara. Procesów o odszkodowana z tego całego cyrku wyniknie pewno z kilkanaście – ale co to dla pana ministra: Rzeczpospolita zapłaci, i przecież nie z jego kieszeni… (…)

dodajmy, że autorzy tego bloga nie byli (?!? – chyba „nie są”…) wielkimi zwolennikami pap-u pod czerwonym sztandarem czterdziestoletniej młodzieży z szsp… ale jednak taniej wychodziła 1-dna (post)kommuna (tfu!) – niż to 3xTak-ie gówno, które nam na Podatki leje pisuar.
i nie przepraszamy za wyrażenia; a bo się nasza cierpliwość powoli kończy…