To coś trudnego do wytłumaczenia.
Coś niewidocznego ale ważnego.
To tzw. „polskie podejście”, które czuję cały czas czytając Księgę.
Czyli „doszukiwanie się konfliktów” .
I nie chodzi mi o to aby o Jarocinie (czy też, za przeproszeniem „o mnie”) pisano wyłącznie lukrowe laurki.
Mam to „gdzieś” bo byłem, robiłem, żyłem, widziałem, przeżyłem tam najwspanialsze lata mojego życia.I wiem co w Waszej książce jest prawdą a co subiektywną relacją.
Musze się jednak odnieść do…
(…)
i uprasza się o (ew.) komentarze – Tam. porządek musi być.

ach, i dodam, bo rano już wyszło:
– mogę dyskutować; ale nie z czymś takim (to nie Ty, Walterze; to Grzegorz K. Witkowski) — o mnie:
Co do reklamowanej strony/bloga to Pan ukradłeś adres internetowy, który stosuję od roku 1999 (…) Co do samego albumu fotograficznego, żeby już wyjaśnić, mam email, w którym Konrad W. pisze wyraźnie do kogoś, że ja również jestem autorem tego albumu. Chociażby dlatego pewnie, że jest oparty na moich zbiorach, choć nie wykonanych fizycznie przeze mnie (…)
a tu: cały text, coby nie było, że „manipuluję i kradnę”
(i tak będzie.)
Jarocin Festiwal
(to Grzegorz K. Witkowski, podpisujący się „Jarocin Festiwal”, jak Żesz skromnie…)
Mam prośbę do Mirosława M. Proszę się w tłumaczeniach nie podpierać moimi wywiadami, bo nic w nich nie było „ciekawego” o Walterze. A powstaje niejasna sytuacja, że wymienione wyżej dwie osoby oskarżone coś mi powiedziały. Owszem była jedna osoba, która coś tam powiedziała, ale wywiad się skasował i raczej nie mam zamiaru do tej sprawy powracać, bo jest to bez sensu – podsumowując całość.
Co do reklamowanej strony/bloga to Pan ukradłeś adres internetowy, który stosuję od roku 1999. Wywalając jedynie „-”. To jest zjawisko opisane już dawno w Internecie. Poluje się na tzw kliknięcia, i bazuje na małej wiedzy potencjalnych Internautów. Gdzieś chyba koło roku 2000 założyłem na wszelki wypadek domenę o nazwie bez „-”. Ale po roku zrezygnowałem. W ciągu 10 lat nie znalazł się żaden złodziej internetowych kliknięć, aż do roku 2011.
Co do samego albumu fotograficznego, żeby już wyjaśnić, mam email, w którym Konrad W. pisze wyraźnie do kogoś, że ja również jestem autorem tego albumu. Chociażby dlatego pewnie, że jest oparty na moich zbiorach, choć nie wykonanych fizycznie przeze mnie. Reszta to już sytuacja podobna do książki o Perfekcie, i Seweryn Reszka mógłby się tu wypowiedzieć. A być może beze mnie nie miałbyś Pan tej pracy. Bo ja Pana wybrałem na współpracownika. Ale człowiek uczy się na błędach.
Co do Konrada W. to Pan też jakiś dziwny jesteś. Robisz Pan zdjęcia zaplecza sceny i zadajesz Pan pytanie: „Gdzie są ludzie?” Ludzie są z przodu sceny zazwyczaj. A Pan chyba złośliwie takie rzeczy robisz, bo nie wierzę, że z głupoty. No chyba, że z zazdrości, że było naprawdę super spotkanie po latach i fajny hepening w postaci hasła „Koniec prohibicji w Jarocinie”. Jak Walterowi się podobało, to czuję się wyróżniony naprawdę i komusze foto sztuczki mi nie przeszkadzają dop czasu, gdy nie pokazują realiów.
Walter też słusznie prosi o pisanie ludzkim językiem. Nic nie można zrozumieć niestety i wygląda to na jakieś „lawirowanie”.
Co miałem powiedzieć – napisałem.
oraz w 2 fragmencie:
Jarocin Festiwal
Robert: Ja już skończyłem. Mam pozwolić, żeby ktoś mną pomiatał? I kłamstwa rozsiewał? Przuchodzi do mnie człowiek i mówi: ale cie w ch*** zrobili. Mam powiedziec, spoko nadstawie drugi? To nie po chrześcijańsku :-)
tak: z tego — wszystko można zrozumieć, wszystko.
jestem, ja makowski — Złodziejem, Manipulatorem i Kłamcą, współdziałającym z Konradowym Imperjalizmem Pod Plaszczykiem…

tak sie wlasnie zastanawialem kiedy skonczy sie sielanka, no to…
znaszlitenkraj…
znam. ale myślałem… (nie, tego Obrazu moja ni.)
wszelka sielanka jest złudzeniem (wynikiem zbyt odległej perspektywy)
z kosmosu Ziemia wygląda całkiem przyjaźnie.
a niechby i z iglicy pkin (= tak wyglądała…)
A co to ten Jarocin?
taka Jasna Góra.
*otoŚwiętySzczyt*
Panie, Pan jesteś WYBRANIEC ( jednak)
z-ub-raniec chyba (d. skubaniec)
Z przykazań bez-bliźniego:
Nie pluje się na tego, który nic nie robi.
ech… (i ciągle, jak dziecko — Stary a gópi — myślę: a może… a jakby tak (co zaorać. a co Kumie. a… pole… eee…)
„Naiwni jak dzieci
znajdują drogę do Królestwa
Naiwność to most
Naiwność to most”
i tylko to Pytanie: czy (ja) chcę = do Królestwa… (może wolałbym zwykłe, porządne i samorządne państwo-miasto; miasteczko nawet — na uboczu, ale Schludne i Godziwe [im. ck norwida — albo ck Muchy, co portret…])
Skąd Szanowny Pan wie, że to nie to samo?
nie wiem, fakt. ale obawiam się: Pompy („Obawiam się że powstaje plan zatykania Pompy…”)
Skończymy w niebie (niebo wymyśla każdy sam!)
Chce Pan Pompy, będzie – nie, to nie. :)
wiadomo: Pomazaniec (albo po Papraniec, gdyż się myli.)
chyba za bardzo ZBoku stoję [d. tam gdzie ZOMO] – bo nic właściwie nie rozumiem… ale ja tak mam od urodzenia [od kolan też], że nic nie rozumiem [właściwie]
a Co tu rozumieć…