Pamięć po rurze: budapeszt. listopad 1986 r.

czyli mozolne, a nawet międzynarodowe rekonstruowanie faktów, które pamiętaliśmy (i byliśmy tego pewni!) jednak inaczej – a które nie mają wielkiego dla HISTORII znaczenia… (to był jednak klub Ráday: po rurze poznaliśmy, Gábor Danyi konkretnie – dzięki.)
dodajmy, że wiem też dziś, iż jako the Colonels grali też w Polsce

September 1985: Klub Firlej, Wroclaw (as The Colonels); Klub Wysepka, Wroclaw (as The Colonels) […] 1988: Index Klub, Wrocław)…

…ale na tych koncertach nie byłem. zabawne tropy.
i może fragment większej całości, oby.

bowiem wszystkie te koncerty w budapeszcie wtedy (Yoko Ono, Queen, Jethro Tull, Falco, Scorpions chyba, inni…) jakoś dziwnie zbiegły się z rocznicą powstania węgierskiego: 30.tą, okrągłą.
(p. też „Obok…” str. 266)

budapeszt-1986-lefthandrighthand-667x1000pxl

4 myśli na temat “Pamięć po rurze: budapeszt. listopad 1986 r.

  1. Oj łza w oku ale mi z innych powodów. Ja w 1984 jako podstawówkowe pacholę na zimowisku na Węgrzech zrobiłam mój pierwszy świadomy biznes. Za kieszonkowe, kupiłam analogową płytę Queen (nie do kupienia w PRL) i odsprzedałam z zyskiem starszemu sąsiadowi. A swoją drogą to dziwne że u nich było full płyt „zagramanicznych” a u nas posucha.

    1. nie do końca z tym „full” jednak — może z Naszej perspektywy; a też i nie stale… dłuższa opowieśc zapewne (ja tylko polizałem) — ale kto chce słuchać? na razie nikt… (i że zacytuję fragment, bez zgody i niepublikowany — o latach 80. właśnie)

      (…) dzięki kilku przyjaciołom i znajomym mogłem uzyskać płyty pochodzące z zagranicy albo z antykwariatów. W systemie instytucjonalnym Polski i Jugosławii wcześniej niż u nas pojawił się pluralizm. (…) w sklepach można było kupować płyty importowane z Jugosławii, gdzie na podstawie licencji wydawano dużo świeżych materiałów…
      Gábor Danyi

      1. Nie kojarzę tych lat z perspektywy dorosłego nabywcy dóbr konsumpcyjnych. Ale faktycznie jakaś luka była, tylko krótko. W drugiej połowie lat osiemdziesiątych obrót płytami się skończył. Wszyscy zarzynali kaseciaki a co bardziej majętni aspirowali do CD. Ja pierwsze płyty CD widziałam we Francji w 1986r. W ilości takiej że o mało nie upadłam z wrażenia. Cóż… to było w domu jednego z ówczesnych wysoko postawionych pracowników SONY. Jesoo jak ja wtedy chciałam być bogata i móc sobie tę muzykę kupić na własność i mieć, mieć mieć;)))))))))) Ale stać mnie było wtedy tylko na walkman marki AIWA, za to (uwaga chwalę się;) byłam pierwszą posiadaczką walkmana w mojej klasie. Te kompleksy żyją we mnie do dziś, bo jak Pan wie jestem namiętnym posiadaczem płyt i sprzętu grającego, choć wszyscy moi znajomi już tylko muzy z internetu słuchają, ja lubię/muszę od czasu do czasu płytę kupić, bo chcę posłuchać całości i… pewnie chcę….mieć mieć, mieć;))))))

Możliwość komentowania jest wyłączona.