Człowiek nie robi łaski zwierzęciu, że się nad nim nie znęca albo opiekuje się nim. Łaską jest, kiedy człowiek może ze zwierzęciem obcować, być dzięki niemu szczęśliwszym i lepiej rozumieć świat. To obustronna relacja. Jak pisze Pierre-Olivier Walzer: „Odbierzcie św. Hubertowi jelenia, św. Hieronimowi – jego lwa, św. Ursycynowi – niedźwiedzia, a nie będziecie mieli ani św. Huberta, ani św. Hieronima, ani św. Ursycyna”.
Nieuchronnie przychodzi tu na myśl także św. Franciszek, a w duecie ze św. Hubertem każą mi natychmiast poinformować Was, o czym pisała niedawno lokalna prasa w O. Otóż w piękną wrześniową noc trzech myśliwych z koła łowieckiego „Korona”, wśród nich ksiądz Jan Kurcoń z Przeczowa, udało się do lasu celem zabicia jakichś zwierzaków.
W tę samą noc do tego samego lasu, celem zabicia zwierzaków – być może tych samych? – udało się trzech myśliwych z koła łowieckiego „Łoś”, wśród nich proboszcz parafii św. Franciszka z Asyżu w Namysłowie, ks. Marek Hula.
Żadnych zwierząt do zabicia nie znaleźli, bo zwierząt zostało mało, a te, co zostały, podle się kryją w kryjówkach, za to natknęli się na siebie.
Wiecie chyba, co się dzieje, kiedy prawdziwi mężczyźni spotkają innych prawdziwych mężczyzn na swoim terenie łowieckim? Co najmniej jeden z nich ląduje w szpitalu z podbitym okiem, ogólnymi potłuczeniami i podejrzeniem wstrząsu mózgu, co podaję za „Nową Trybuną O.” z 28 września 2004 r.
(a ode mnie: zawsze uważałem: zwierzęta powinny też mieć strzelby. albo – myśliwi z gołymi rękami, pazurami itd…)
wydać zwierzętom broń!
Categories:
