Kiedyś wierzyłem w prawo podaży i popytu. Jego oddziaływanie ma jednak niewielki zakres. Nadrzędną ceną towaru lub energii jest koszt ich wyprodukowania. Nie ma ona nic wspólnego z podażą i popytem. Podam przykład. Przyjrzałem się parze najważniejszych firm wydobywczych na rynku złota. Od 2000 do 2012 ich koszty produkcji wzrosły o 470%. W tym samym okresie cena złota skoczyła o 498%. Jeśli zignorujemy dynamikę podaży i popytu, okaże się, że za 470% tej cenowej zwyżki odpowiadały nakłady na produkcję. Tak samo jest z naftą.
(…)
Przemysł naftowy krwawi pod względem finansowym. Z tego powodu robi wszystko, by utrzymać maksymalny poziom produkcji. Kadra kierownicza liczy na to, że niższe ceny zwiększą popyt, co powinno stymulować ich wzrost, który pozwoli na eksploatację droższych złóż. Do niedawna tak właśnie było. Szkopuł w tym, że trend rosnących cen rynkowych wygasł.
(…)
Wygenerowanie niezbędnego PKB staje się niemożliwe. Astronomiczne zadłużenie ma rekompensować redukcję energii netto. I dlatego nastąpi upadek. Przy nieprzerwanym spadku rynkowych cen ropy i rosnących kosztach jej produkcji zmierzamy ku prawdopodobnej hiperinflacji pieniądza papierowego i deflacji aktywów…
(…)
Powróćmy do liczb. W 1980 roku dług USA wynosił 863 miliardy dolarów. Teraz zbliża się do 20 bilionów dolarów. Powiększył się 23 razy. Indeks giełdowy Dow Jones był wówczas na poziomie 865 punktów. Obecnie dobił do 19.500. Wzrost 23-krotny. Rynek emerytalny w Ameryce powiększył się w tym czasie 24 razy. Niesamowite, prawda? Wszystkie nasze indeksy mają ten sam stosunek, co nasze zadłużenie. To nie przypadek. Każdą z tych wartości podpiera dług. Jego spłatę gwarantuje wyłącznie energia, ponieważ trzeba ją spalić, by zasilić działalność gospodarczą, od której zależy wzrost PKB. Bez wysokiej energii netto wszystko ulega implozji.

Termodynamiczny upadek nafty
Fragmenty wywiadu ze Stevenem St. Angelo