Cała ta analiza jest bardzo sensowna, ale zawieszona w powietrzu. Janicki i Olejnik analizują rządy Tuska tak, jakby chodziło tylko o kwestie wizerunkowe – i dlatego nie zauważają pewnego drobiazgu, wielkiego jak słoń. Nie dostrzegają rzeczywistości – tej ulicznej i fabrycznej, sklepowej i biurowej, a nie tej medialnej, wykreowanej. Proszę Państwa, czasem zachodzi taka osobliwa sytuacja, że rzeczywistość ma wpływ na wizerunek. I tak jest w tym przypadku. Wypalenie Tuska i PO jest tylko częścią ogólnego wypalenia, do jakiego doszło między Polakami, a ich władzą.
(…)
Do wybuchu nie dochodzi tylko dzięki masowej emigracji – bo główne przewagi kapitalizmu nad socjalizmem to wypełniacz do wędlin i paszport.

(a Cytat z inspiracji wiadomej. ja tylko cytuję [+ rząd londyński]. a Rękawiczka z dedykacją dla mnie.)

plaska-wrzeszcz-budowa-lub-pkp

………………………….
ps.
no i nawet Lewica to już dostrzega: nie ma w polsce Dobrej Szynki, nie ma…

Magda Gessler: Mnie się ciągle wydaje, że jestem w Europie, a jestem po prostu w Polsce

Leniwe Lewicy.

13 odpowiedzi na “Jelenie l’Ondynie.”

  1. Jest dobra szynka – w Almie, włoska z rozmarynem po 80zł za kilo. Czasem przeceniają bo nie idzie. Obcy smak, obcego kapitalizmu.

    1. nie jadłem Szynki ze 20 lat i więcej — Paczpan, jaka Nędza…

    2. Pan Makowski proszony o nie czytanie bo go zemdli. I bardzo przepraszam.

      Rąbanka wieprzowa – 6-8 zł za kg na wsi. Badana przez wet. Kupuje pan 1/2 świni, z 100 kg odchodzi około 25% na odrzuty (flaki itp.). No chyba, że ma pan po cenie promo to wtedy nie. Z dobrej szynki traci Pan ~20% wagi na wędzeniu. Robocizny własnej Pan nie liczysz. Z kilograma surowego wychodzi 80-70 dkg.
      Policzmy – 50 kg za 400 zł (kilogram za 8 zł)
      odchodzi 25%, zostaje 37,5, mięsko 10-11 zł za kilogram.

      Drewno (owocowe, najlepsze) do wędzenie masz Pan od sąsiada, któren też wędlinkę lubi.
      Poza szybką masz Pan kiełbasę (dodać koszt mięsa wołowego), i inne przysmaki – salceson, pasztetową, galaretę z nóżek, żeberka wędzone, świeżynkę, karkóweczkę ruch na świeżym powietrzu itp, itd.
      Z flaków robisz Pan flak na wędliny. Z pozostałych (wiadome części) zupę-flaki.
      Wieczorem siedzisz Pan ze somsiadem ;-) na przyzbie, popijacie piwo lub smolicie zajadając. Wszystko za 11-15 zł za kilogram + dzień pracy.

      Pozdrawiam z prowincji, gdzie wszystko jest tańsze a ludzie uczciwsi bo znajomi.

      1. Jeśli powyższe nie jest kapitalistycznym rachunkiem ekonomicznym, to ja nie wiem co jest…

        1. no, nie: Powyższe — to Propaganda Jest (Pizowska, wiadomo.)
          ps.
          zemgli? Panie f. — ja wychowany na Stołówkach Szkolnyh und Sanatoryjno-Kolonijnych; mogę w kazdyh Zawodah w obrzydzaniu startować! a i Młodośc sie przypomni, jak Cielę o 2ch Głowach we olsztynie w Muzeum oglądalimy…
          Dziećmi nieletnimi.

          1. O wracamy do komuny, z którj nigdy nie wyszliśmy – każdy robi wszystko sam – wędliny, kładzie flizy, maluje mieszkanie, naprawia kran i samochód, piecze chleb…
            Adlaczego nie może być w sklepie? Dobrej jakości? Bo za komuny dotowała partia, a dzisiaj nie ma kto. A nas – dalej nie stać po „bogaceniu się przez 24 lata pod światłym przywództwem solidaruchów (pis i sld wliczone).

            (że też gorzały samemu zabraniają robić)

            1. i tu się z Panem Harrym zgadzam: nie umiem robić Kiełbasy = nie jestem Polakiem (= Prawdziwym).
              taki mam Problem.
              (+ z tzw. polską.)

            2. Oczy-wiście, że może być, ale nawet kapitalistyczni mieszkańcy USA używają na takie samoróbki termin DIY.
              W końcu – jest ta wolność (w tym gospodarcza) czy nie?
              Poza tym w sklepie, to masz Pan szynkę szprycowaną bógwieczym. Nawet ta za 80 nie jest pewna. Tutaj masz Pan okazję na eksperymenty smakowe. I wiesz co jesz.

              1. Amerykanie mają tzw. farmers market. Zdrowa, organiczna żywność – pychota. A i mają delikatesy i sieć sklepów z prawdziwą żywnością – niestety drogą. Czyli jest wybór. Ale żeby ktoś sam robił kiełbasę – tego w Ameryce, w mieście nie widziałem; od tego są rzeźnicy z małymi sklepikami. Dostają półtusze i sami jerozbierają i robią wędliny, suszą steki, mieszają mięso na hamburgery(nie takie łatwe).
                Myślę że swojskie wyroby to wschodnia przypadłość.
                (z braku laku…)

                1. Się Pan Szanowny niech przejedzie na dowolną wieś. Przypuszczam, że jedynie w gospodarstwach monokulturowych (hektary zboża np.) takie rzeczy kupuje się w sklepie.

          2. Co najwyżej serbska propaganda „winu i swinu (d. chleba i igrzysk) ;-)”.

Możliwość komentowania została wyłączona.