Beat generation (PRL-style).

(…)
Pozostaje jeszcze na koniec pytanie, czy Himilsbach wiedział, że powtarza Gorkiego.

Nie da się oczywiście wykluczyć, że kiedyś Barbarzyńców przeczytał albo obejrzał w teatrze. W sierpniu 1971 telewizja pokazała spektakl w reżyserii Lidii Zamkow przeniesiony z Teatru im. Juliusza Słowackiego w Krakowie. W pięć lat później, w maju 1976, miała miejsce dość głośna premiera Barbarzyńców w warszawskim Teatrze Powszechnym w reżyserii Aleksandra Bardiniego. Recenzenci na tyle szczegółowo referowali treść sztuki (cytując również sentencję o drogach), że jeszcze w ćwierć wieku później można było dzięki temu łatwiej wyrobić w „Gazecie Wyborczej” wierszówkę.

Najprawdopodobniej jednak Himilsbach usłyszał to zdanie od Marka Hłaski. Hłasko zaś Gorkiego czytał w młodości łapczywie i wielbił niemal bałwochwalczo. „Gorki – pisarz, który swoją tęsknotą i czystością wzruszać będzie za lat pięćset”. W roku 1955 w tym samym felietonie, w którym filozofię Dostojewskiego nazywał „filozofią dziesięcioletniego dziecka”, a Ferdydurke uznawał za „ciekawy obrazeczek karkołomnej ekwilibrystyki umysłowej”, o Gorkim pisał z czcią: „Gorki – ten najczystszy chyba w literaturze człowiek {…}”.

Ku temu przypuszczeniu skłania mnie też inne znane mi świadectwo. Otóż w czerwcu 1979 roku w okolicach 10. rocznicy śmierci Marka Hłaski Himilsbach użył tego zwrotu w trakcie pewnej dwuosobowej dyskusji o Dostojewskim, która odbyła się ciepłą wieczorową porą na ławce nad Wisłą. Przypisał wtedy tę maksymę właśnie Hłasce („jak to mówił Marek, drogi budują…”).

Trzeba jednak dodać, że Himilsbach znajdował się wówczas w stanie upojenia alkoholowego, to jest był, k…, w trzy d… pijany, i drugi z uczestników tego sympozjonu baczył głównie, by nie zostać znienacka obrzyganym. Tak więc jest to świadectwo człowieka w stresie i powinno być traktowane wyłącznie jako poszlaka.

    Jan Himilsbach cytuje Maksyma Gorkiego
    albo drogi budują, a człowiek nie ma gdzie iść
    ”…