i czytasz dziś.

„Moim dziecięcym marzeniem było malarstwo. Muzyką zainteresowałem się dopiero, gdy skończyłem 15 lat” – mówi swoim paranoicznie spokojnym głosem.
(…)
W rozmowie o malarstwie, natarczywie powraca nazwisko Maxa Beckmanna. (…)
Zdobył zaszczyty, pieniądze i sławę czołowego malarza Republiki Weimarskiej, zanim karta odwróciła się wraz z wstąpieniem na tron Adolfa Hitlera. Fuhrer, niespełniony malarz, wypowiedział wojnę „sztuce zdegenerowanej” – ilustrującej to, czego nie widać, wykrzywiającej to, co przecież wyraźnie widoczne jak na dłoni. Nazwany przez nazistów „kulturalnym bolszewikiem” Beckmann znalazł się na „czarnej liście” artystów, którym zakazano pracy.
(…)
W 1937 r. przez Rzeszę przejechała wystawa, prezentująca także obrazy innych bolszewików i „Żydów”: Otto Dixa, Marca Chagalla, Vincenta Van Gogha, Pabla Picassa, Oscara Kokoschki i Ernsta Ludwiga Kirchnera. Nie było w historii sztuki wystawy, którą odwiedziłoby więcej osób, obśmiewających czerwonymi, galaretowatymi mordami to, co widzieli na płótnach a co im się we łbach nie mieściło. „Wyklętym” artystom skonfiskowano prace i zakazano tworzyć. Kirchner nie wytrzymał i w 1938 r. strzelił sobie w głowę przed swoim domem w szwajcarskim miasteczku Frauenkirch. Był przekonany, że Niemcy zaatakują także Szwajcarię.

Beckmann usłyszał mowę Hitlera o sztuce zdegenerowanej w radio i już następnego ranka był w drodze do Amsterdamu. Tam stworzył jedno ze swoich najbardziej poruszających dzieł, „Podobiznę artysty zdegenerowanego” – ciemną, depresyjną wizję siebie samego. Zrezygnowanego, zaszczutego. Przez 10 lat żył w Amsterdamie życiem biedaka, bezskutecznie usiłując zdobyć wizę do Stanów Zjednoczonych. W 1944 r. Niemcy usiłowali nawet wcielić go do armii, mimo, że malarz miał już wówczas 60 lat a za sobą zawał serca. Do Ameryki dostał się ostatecznie już po wojnie. Zaraz po świętach, w grudniu 1950 r., szedł do Metropolitan Museum Of Art, zobaczyć własną wystawę, ale jego serce miało już dosyć i wysiadło na rogu 61st Street i Central Park West.

text: Piotr Jagielski (jazzarium)
Wierzyliśmy, że możemy zmieniać społeczeństwa, zmieniać świat, uczynić go lepszym – rzecz o Peterze Brotzmannie

i czytasz – i wszystko Ci się zgadza.
naziścy byli źli, Sztuka – postępowa a Jazz – twórczy.
wszystko.

tyle tylko, że to Oscar Kokoschka namalował „Self-Portrait as a Degenerate Artist” (1937). ale Max Beckmann też malował dużo autoportretów.
mr m.




u-aktualnienie:
linki, po latach, nie działają (wiadomo: Sieć, postęp, wszystko cyfrowe, jedna Biblioteka, postęp… ach, już pisałem „postęp”.)
ale łatwo znaleźć:
Max Beckmann
Oskar Kokoschka „Self-Portrait Of A 'Degenerate Artist’”

5 Odpowiedzi do “Słuszna wiara w postęp, media i sztukę i Lewicę.”

    1. Brötzmanna? chyba nie słyszałem. Owszem, jakiś niemiec coś grał: pamiętam. ale na 4/4 najczęściej (z tego, co słyszałem). że mozart? ależ to Ałstryjak.

        1. no, muwie: nie mam na Zdjęciach to nie słyszałem (chyba). może w berlinie ale to chyba był cecil taylor, też fryty.ale na klawikord chyba.

          1. Co myśli wokalista przed koncertem ?
            – W pierwszym rzędzie stoją fajne laski, trzeba je będzie gdzieś zabrać po koncercie, może uda się kilka zaliczyć.

            – Co myśli gitarzysta przed koncertem ?
            – W pierwszym rzędzie stoją fajne laski, pewnie wokalista je gdzieś zabierze, trzeba się zabrać z nim, może uda się jakąś zaliczyć.

            – Co myśli basista przed koncertem ?
            – W pierwszym rzędzie stoją fajne laski, więc pewnie po koncercie wokalista z gitarzystą zrobią imrezkę, zabiorę się z nimi, nie będe sam siedział.

            – Co myśli perkusista przed koncertem ?
            – 1.. 2.. 3.. 4.. , 1.. 2.. 3.. 4..

Komentarze są wyłączone.