z-archiwum-polskiego-Muralu

Na ulicach Gdańska i stolicy stanie około 150 bilbordów, a w mediach pojawią się spoty reklamowe promujące otwarcie Europejskiego Centrum Solidarności. Promocja ma pochłonąć 800 tys. zł, a fundusze mają pochodzić z puli funduszy unijnych. Czy unia nakazuje kwoty i sposoby wydatkowania środków na reklamę inwestycji?

jaka ulga: Unia to nie My, uff.

14 Odpowiedzi do “z archiwum polskiego Muralu: a mury powstają, na szczęście. (d. Murem uczcimy.)”

    1. Ja jestem zdziwiony i oburzony po dwakroć. Z historii ostatnich – znajomy kierowca stwierdził, że autostrada zarządzana przez Kulczyka jest droższa od tej zarządzanej przez państwo.

      Pomijając kuriozalne opłaty za autostrady (przypomnę: akcyza za paliwo, podatki, opłaty w mandatach i bóg wie co jeszcze) kasujemy za płatne odcinki. Kasujemy wbrew teorii ekonomicznej. JKM swego czasu stwierdził, że biznes prywatny taniej obsługuje państwo jak państwowy.

      No i się okazało, że ekonomia to nie nauka. Ekonomia to sztuka. Negocjacji. Najtrudniej negocjować (państwo-obywatel) w sytuacji, gdy nie jest zachowana wolność przepływu informacji.

      Najśmieszniejsze, że o takich kwestiach nie zająknie się żadna większa gazeta. Powód jest prosty. Mały (obywatel) przewoźnik nie ma szans na zmianę sytuacji. Dużego nie interesuje taka różnica bo za jego transport i tak płaci zleceniodawca.
      Suma wszystkich niewielkich kwot składa się na znakomity biznes.

      W ten oraz w inne sposoby jesteśmy skubani. Na okrągło.

      1. Pocieszę Pana. Ta dysproporcja cenowa istniała od początku. W dodatku „ta” autostrada zaczynała się i kończyła w szczerym polu. Za darmo i szybciej było krajówką, ale jak kto uwierzył w tefałenowską rozbudowę autostrad…;)

    1. też mję to dziś: a bo może który rozwozi pizzę (+ do Radka)?

      1. Sprawa wygląda na bardziej ciekawą z punktu widzenia Polaka-szaraka. Otóż politycy z górnej półki (artykuł wymienia np. HGW) dorabiają na uczelniach niebagatelne kwoty. artykuł przedstawia sprawę jasno – komentujący naukowiec nie wyobraża sobie dobrej pracy na dwóch etatach. Może tu dochodzić IMO do konfliktu interesu społecznego z interesem polityka. Co komu przeszkodzi dać dotację uczelni w której pracuje kolega-polityk i podzielić się z nim pod stołem?

        Osobną sprawę stanowią sytuacje karygodne na prowincji. Np. pełniący funkcje państwowe burmistrzowie zrzeszają swoje tereny administracyjne w większe organizacje i kasują za pracę w nich. Bywa, że w godzinach administrowania. Kwoty zarobione w ten sposób idą w dziesiątki tysięcy złotych. Zastanawiające, jak można brać pieniądze dwa razy za to samo, czyli za reprezentowanie swojej społeczności.

        1. ja jestem Prosty czlowiek.
          1.
          ILU jest uprawnionych do Głosowania? powiedzmy 15 milionów.
          2.
          ilu głosuje? (powiedzmy 40%)
          3.
          ilu na Żąd (+ Samo-) — powiedzmy 50%…
          4.
          to daje… zara… 3 Melony?
          5.
          a ILU jest Urzędników (+ Rodzina)?

          1. Jak sam zauważył ekonomista w cytowanym przez Pana na fb artykule urzędników jest 144 tysiące. Z rodzinami tę liczbę trzeba przemnożyć przez 2-2,5-3

            1. Demokracja polega na tym, że ludzie głosują.

            2. Ludzie głosują, bo czegoś chcą.

            3. Chcą, bo wiedzą., że jest źle lub chcą bo wiedzą, że może być lepiej.

            4. Rządzenie polega na zdobyciu i utrzymaniu władzy.

            5. Utrzymanie władzy polega na odpowiednim sterowaniu informacjami na temat rzeczywistości.

            Wniosek: Ludzie mogą nie wiedzieć, że jest źle lub może być lepiej.

            Albo nie widzą przyszłości w możliwych wyborach politycznych (No Future) z powodu doświadczeń medialnych z poprzednimi rządami.

            Rzeczywistość wygląda tak, że Polaka-szaraka g*** interesuje polityka. On nie wiąże cen kiełbasy z przeszłością polityczną kraju.
            Media generują wrażenie oportunizmu klasy politycznej. Tym łatwiej o (wewnętrzną) emigrację. Faktycznie oglądalność kanałów typu tvn24 (informacje polityczne) to kilkaset (?) tysięcy osób.

            Ekstremalnym rozwiązaniem są wybory permanentne. Co rok wywalamy kilka % polityków z sejmu i innych jednostek władzy. Jest to kosztowne i początkowo powoduje chwiejność w sprawach politycznych decyzji.

              1. Faktycznie mogę się mylić.

                Nie mam dostępu do artykułu, ale ta ilość wydaje się i tak spora.

                Proszę pamiętać o rodzinno-towarzyskich koneksjach.
                Każdy stały pracownik biur rządowych jest w ten czy w inny sposób umocowany w różnych opcjach politycznych.
                Stąd wysoka liczba pracowników (2. główne partie+ogonki).

                Powyższe liczby nie oddają połączeń na styku biznesu i polityki.

                1. ja się nie znam: a nawet, jeślibym — to nie napiszę, co Myślę (?); bo i tak już mam Op. Osz. (opinię Oszołoma).
                  zasłużoną zresztą.

                  1. Praca to biznes (=kasa).

                    Nie ma sentymentów.

                    System musi ulec zmianie albo musi ulec zmianie (ekonomia i dzietność kobiet są nieubłagane, będzie coraz więcej emerytów na jednego pracownika).

                    Jak jest możliwe, że kiedyś (za minionego ustroju) urzędników było mniej a dziś mimo postępu informatyzacji jest więcej?

                    Albo ja się mylę. Nie znam się.

  1. ps.
    (cyt.)
    Mirek Usidus (f-book): 638 tysięcy urzędasów to będzie ze dwa miliony osób rodzinnie związanych (zaniżam, bo przecież w tych rodzinach załatwia się krewnym posadki), przy 10 mln. głosujących to 20-procentowy żelazny elektorat.
    (kon. cyt.)

    Bezpartyjny Blok Współpracy z Urzędem.

Komentarze są wyłączone.