i czemu Zmarli — nagle robią się „Wielcy”? nie rozumiem…

Malgorzata Machowska (na f-bóku)
Nie , no, – jednak palnę – szkoda gdy ktoś odchodzi – rodzina, znajomi mają poczucie sieroctwa i to trzeba przyjąć z powaga i uszanować godność bliźnich, ale nie wmawiajcie mi nagle, że Zembaty wielkim poetą był. Całe moje życie nie mogłam mu darować jak paprał Cohena

ano.
(a pod koniec życia twierdził, że śpiewa bluesa… no, tak.)
wszyscy umrzemy — i to pocieszające; gdyż i ja = kiedyś będę Wielki (bez mleka). i Ty – co cieszy mniej.

13 myśli na temat “i czemu Zmarli — nagle robią się „Wielcy”? nie rozumiem…

    1. Krzysztof Promny
      Niżej już można tylko pierdnąć tak powiedział mi jeden bluesman z Milwaukee, kiedy mu zaśpiewałem – wspominal Zembaty 2 lata temu w rozmowie dla Lampy. http://www.lampa.art.pl/
      Katarzyna Turaj-Kalińska
      No to ja pierdnę. Napisałam tu juz gdzieś, ale powtórze, co mi się przypomiało. 10 lat temu, pracując w jakiejs redakcji rozmawiałam z Zembatym, który proponował teksty. Pamiętam jak szalenie mnie zbulwersował mówiąc: „Cohen jest chory na raka, niedługo umrze i będziemy mieli temat”. Cohen żyje. No comment. A Zembatemu niech ziemia lekką będzie. Uważam, że bywał zabawny, miał lepsze i gorsze rzeczy.

      (oczywiście f-bók; gdyż nikt już nie używa blogów [„niezależnych”]…)

  1. Pani Małgosiu nie paprał Cohena po prostu niepotrzebnie go śpiewał.
    A ludzie starzy do dzisiaj powtarzają dowcipy z „Poszepszyńskich”.
    Wejszło do pokolenia, a to już coś.

    1. tak, ten Wymóg, coby (każdy) Genialny — był genialny Zawsze i we wszystkim. (albo Zdolny; gdyż mnie się myli Bez Przerwy.)

        1. nie da się. zawsze wszystko porównujemy; ot, choćby (= głównie) do siebie… (aletak: tak się powinno…)

  2. rzeszholera: znów muszę z f-bóka kopy-i-pejstować:

    Malgorzata Machowska
    kiedys, na pogrzebie znajomego, z którego był niezły trefniś, troszke hulaka oraz łajdus czyli, jak mawiają – pies na baby, ksiądz pod wrażeniem wysokiego datku z okazji zaczął zmarłego wychwalać jako wzorowego męża i ojca na co wdowa uderzyła w głośny szloch, a reszta żałobników ocierając łzy ze śmiechu chichotała pod nosem

Możliwość komentowania jest wyłączona.