Rysunek pokazujący rozmieszczenie poszczególnych kolonii WSM według stanu na dzień 01-01-1950 roku

i mocno naukowe uzupełnienie: niestety z kopii; ale…
„Identyfikacja z miejscem zamieszkania mieszkańców Warszawy: determinanty i konsekwencje”
Maria Lewicka
Instytut Studiów Społecznych oraz Wydział Psychologii Uniwersytetu WarszawskiegoBudownictwo blokowe, tak typowe dla osiedli budowanych w latach 60-tych, 70-tych i 80-tych w krajach obozu radzieckiego właśnie taką przestrzeń negatywną tworzyło (prototypowym tego przykładem w centrum Warszawy są wolno stojące bloki osiedla Za Żelazną Bramą).
Przestrzeń pozytywna charakteryzowała jednak wcześniejszą zabudowę warszawską. Tak był na przykład projektowany w latach 40-tych i 50-tych stary Muranów (budynki w kwartale Nowolipie – Bellotiego – Dzielna – Zamenhoffa), a także przedwojenne kolonie na Żoliborzu i Ochocie. Osiedla te są zdecydowanie dobrze oceniane przez mieszkańców Warszawy, czego dowodzą wyniki cytowanego tu badania WAS – poczucie identyfikacji mieszkańców przedwojennych kamienic oraz budynków zbudowanych tuż po wojnie okazało się istotnie wyższe, niż poczucie identyfikacji mieszkańców budynków wznoszonych w Warszawie po roku 1960 (Lewicka, 2002).
Z przedstawionych tu badań wynika, że mieszkańcy bloków (przede wszystkim tych powyżej pięciu kondygnacji) przejawiali bardzo niski poziom identyfikacji z miejscem zamieszkania. Negatywny stosunek do mieszkań w blokach, zwłaszcza tych wielokondygnacyjnych, jest zjawiskiem ogólnie znanym i wielokrotnie potwierdzanym w badaniach psychologii środowiskowej (Bell i inni, 2001), oraz w innych opracowaniach urbanistycznych (Hall, 1988). Przyczyn tego upatruje się w większej anonimowości tego typu budynków, w mniejszym poczuciu kontroli nad wspólnym terytorium i związanym z tym mniejszym poczuciem bezpieczeństwa (Newman, 1996). (…)
i jeśli warto coś do tego dodać – to tylko to, że nawet patrząc na ewolucję architektury (często u tych samych Projektantów!); i nawet takiego np. WSM-u – można wprost stwierdzić, do czego dążyli „inżynierowie społeczni komunizmu”.
o ile Kolonie przedwojennego WSM tworzą zamknięte, pro-społeczne, pro-lokalne struktury; zachęcające do dbania o nie, do zabawy, wypoczynku – po pracy! pamiętajmy, że była to mocno socjalistyczna spółdzielczość – o tyle te, budowane przez (reaktywowany, a jakże!) WSM powojenny – są już inne.
osiedla na Kole, a jeszcze bardziej na (zasiedlanym po wojnie przez milicję i UB) Mokotowie (Wiktorska, Racławicka…) – to już przestrzeń „komunistyczna”.
Ludzie zaglądają sobie do okien, podwórka nie tworzą „bezpiecznych” lokalnych struktur – a „otwierają się” na zewnątrz…
to wstęp do „blokowisk”.
wstęp do anarchizacji życia spolecznego.
a bo, wiadomo – anonimowym Spoleczeństwem, nieufnym i niezwiązanym (lokalnie) – ŁATWIEJ RZĄDZIĆ…
…………………………..
a jeszcze:
1.
a co? najpierw z mojego ooops:
- (…) się wychowywałem na starym Żoliborzu; znaczy WSM-owskim
(który to zresztą WSM mój Dziadek współ / tworzył przed wojną).
a coś (nawet jeszcze w latach 50.) z tej tradycji tam (resztki) zostało…
miało to swoje zalety, niepowiem.
taki np. Dzień Dziecka tam – był uroczy.
rywalizowaliśmy, kto ładniej przyozdobi bramę kolonii.
(łańcuchami z krepiny. bez nagród, bez (chyba) polityki…
…………
a jak przyszli Czerwoni (znaczy już nie socjaliści, tylko bolszewicy, po 45) – to jednak tę ideę nieco zmodyfikowano; nawet architektonicznie (Oskar Hansen? może mylę…)
wystarczy porównać kolonie WSM – i też niby wsm-owskie Koło (…)
2.
- (…) zespół żoliborski wyrósł z idei lokatorskiej spółdzielczości mieszkaniowej, z działalności grup architektów, związanych w dwudziestoleciu międzywojennym z ruchem modernistycznym o wyraźnych sympatiach lewicowych. Pochodzące sprzed 1939 roku zespoły osiedlowe WSM, ukończona niemal w całości zabudowa fragmentu Żoliborza i rozpoczęta zabudowa Rakowca, stanowiły realizację pomysłu tanich mieszkań dla robotników i uboższej inteligencji. Inwestycję finansowano głównie z kredytów bankowych (…)
Właśnie ów trudny do nazwania, lecz wyraźnie obecny duch miejsca przyciągał, pomimo skromnych standardów wyposażenia mieszkań i skąpych metraży, także ludzi spoza środowisk robotniczych, dla których w pierwszym rzędzie osiedle było przeznaczone. Przedstawiciele tzw. wolnych zawodów, wśród nich zaś liczni architekci, muzycy, plastycy, literaci, także urzędnicy przystępowali do wspólnoty lokatorskiej żoliborskiego WSM.
Społeczność tego osiedla zdała egzamin z postawy obywatelskiej w trudnych latach wojny. Tutaj mogli mieszkać nadal ludzie pochodzenia żydowskiego, bez obaw, że zostaną zadenuncjowani przez sąsiadów (…)
Anna Piotrowska
„Grodzenie utopii”
3.
- Życie mieszkańców WSM-u nie ograniczało się do czterech ścian mieszkań.
„Wobec szczupłych rozmiarów właściwego mieszkania, tym większego znaczenia nabierają urządzenia ogólne, które w tym wypadku nie tylko są wskazanym, lecz niezbędnym jego uzupełnieniem, wyrównaniem braków wynikłych z ciasnoty pomieszczenia mieszkalnego” – czytamy w publikacjach Warszawskiej Spółdzielni Mieszkaniowej z 1938 r. Znamienne jest, że tekst tej broszury opublikowany został w dwóch językach – po polsku i w esperanto.
- Zanim jednak Alexandrowi przyśniło się o architekturze partycypacyjnej, w latach dwudziestych ubiegłego wieku, na warszawskim Żoliborzu powstało osiedle WSM (…)
Mimo tej w swoich podstawach mocno umniejszającej rolę jednostki ideologii, modernizm Barbary Brukalskiej, ten wyrażony w architekturze i krajobrazie osiedla miał jeszcze ludzkie oblicze i ludzką skalę. Pierwszą wytyczną do projektowania osiedli, jaką Brukalska sformułowała była… wolność.
„Należy dążyć do zapewnienia mieszkańcom maksymalnej wolności życia osobistego w granicach wyznaczonych przez równe prawo do wolności pozostałych mieszkańców” (…)
Beata J. Gawryszewska
„Architektura partycypacyjna w budowaniu systemów terytorialno – krajobrazowych”
…………………………………………………………
i tak by można w nieskończoność (prawie)…

Komentarze
8 odpowiedzi do „a choćby i taki WSM – przed wojną; po wojnie…”
[…] « a choćby i taki WSM – przed wojną; po wojnie… […]
[…] a ptaki i tak znajdują miejsce: i to niekoniecznie takie, jak byśmy chcieli. u nas np. siedzą w wylotach kanałów wentylacyjnych. czy to dobrze? nie. ale – czy Ptaków być nie powinno? bzdura! może nie tam, ale… Ptaki są nam potrzebne; i to CAŁKIEM RACJONALNIE. nie tylko dla poezji i urody Miasta – dzięki nim mniej jest np. komarów, much, robaków… a więc i chorób. gdy byłem mały, na żoliborzu, gdzie mieszkaliśmy, były jeszcze przy domach gniazda jaskółek. i nie było komarów. a później – zaczęły komuś, nam (?) przeszkadzać. bo brudzą… i teraz trzeba kupować off przeciw komarom… […]
[…] ręce opadają. bawiliśmy się tam, gdy dziećmi… znakomite miejsce; choć sam budynek – powojenny, i dość już eklektyczny; nie to, co przedwojenne projekty Brukalskich. a jeszcze i biblioteki nie ma… upadek i żal wielki. przestrzeń społeczna – znika powoli, ale… […]
[…] prezentujemy dziś Państwu rewelacyjne odkrycie z mych Archiwów! prosto z mroków Kommuny (tfu!) – jedno z pierwszych moich zdjęć w życiu; wykonane aparatem: Kodak Baby Brownie na filmy rolowe (127); kadr cca 6×4,5. a skan – bezpośrednio z negatywu! żadnych oszustw. zdjęcie przedstawia mojego kolegę z klatki nr 12 (chyba); a wykonałem je ja (cca 1961 r.), na IV Kolonii WSM – czyli na naszym podwórku. o tym podwórku to już było; i jeszcze będzie – bo je lubiliśmy. taka fajna przestrzeń społeczna; nie za duża, nie za mała. z zielenią, kotami i nami. ale dziś nie o tym. dziś: obiecana panu Verto – o Podwórku anegdota. no to leciem. na początku lat 70. ostatni autobus na żoliborz (linii „116″) kończył trasę na placu Wilsona. (i proszę mnie nie poprawiać: nie: Łylsona, a WIL-sona. przez dabljiu.) i cała kulturalna Elita tej dzielnicy (a więc praktycznie całej warsiawy, prawda ;-) – wracała tym autobusem; albo i nie. toteż ciekawe prowadzono tam konwersacje. jak kto (jeszcze) miał siły. i ja tam byłem; i Sławnych Ludzi… takich, jak p. Andrzej Dobosz; szerszej publiczności znany niewątpliwie z filmu „Rejs“. Drobnej postury, Andrzej Dobosz miał talent zawierania znajomości. Wyróżniało go też specyficzne poczucie humoru i talent odkrywania w banalnych na pozór sytuacjach aspektów niebanalnych, a często komicznych… […]
[…] zdjęcie przedstawia mojego kolegę z klatki nr 12 (chyba); a wykonałem je ja (cca 1961 r.), na IV Kolonii WSM – czyli na naszym podwórku. o tym podwórku to już było; i jeszcze będzie – bo je lubiliśmy. taka fajna przestrzeń społeczna; nie za duża, nie za mała. z zielenią, kotami i nami. (a reszta wpisu: w blogu http://www.ooops.pl/blog/?p=2133″target=”_blank”>ooops) […]
[…] Babcia była Praczką. zakładała spółdzielczą Pralnię „przy”, znaczy: w ramach WSM-u. a Dziadek był Murarzem i inwalidą wojennym. też z żoliborza. to ja się nie znam na […]
[…] więc, razem z „moim” WSM-em, jest to samo centrum „kulturalnego” – i dość szybko odbudowanego po wojnie […]
[…] nawet architektonicznie (Oskar Hansen? może mylę…) wystarczy porównać kolonie WSM – i też niby wsm-owskie Koło […]