„Umowa parowozowa”

1.

Warto także wspomnieć o tzw. umowie parowozowej, która stanowi kolejne reparacyjne kuriozum. Podpisano ją 7 września 1945 r. i już sama jej nazwa (umowa o przekazaniu Rzeczpospolitej Polskiej na rachunek reparacji parowozów należących do Związku Radzieckiego i znajdujących się na terytorium Rzeczpospolitej Polskiej) jest sprzecznością samą w sobie. Zgodnie z konferencją w Poczdamie mienie niemieckie znajdujące się w Polsce nie wchodziło w skład reparacji i nie mogło należeć do ZSRR. Jak widać, nie przeszkodziło to w wymuszeniu na Polsce zapłaty za parowozy, a ich cena została uzależniona od wieku i stanu technicznego maszyn. ZSRR chętnie sprzedał cały tabor. Parowozy były leciwe – produkcja głównie z lat 20. – wiele wymagało remontu. Były to maszyny o węższym rozstawie osi – i tak więc nie mogły być wykorzystywane na terenie ZSRR.

Kluczowym elementem reparacji było jednak ich powiązanie z dostawami węgla do ZSRR.

Piotr Długołęcki
Siekierka na kijek

2.

Istotnie rząd Zjednoczonego Królestwa dokładnie analizował rachunek zysków i strat. Jeszcze w sierpniu 1940 r. umowa, którą podpisał z władzami II RP na uchodźstwie, określiła, że po wojnie Rzeczpospolita spłaci wszelkie należności związane z utrzymaniem przez Wielką Brytanię sił zbrojnych sojusznika. Krew naszych lotników, marynarzy i żołnierzy przelaną w obronie Zjednoczonego Królestwa uznano za zbyt trudną do wyceny, więc nie brano jej pod uwagę. Ale zupełnie inaczej rzecz się miała z samolotami, czołgami, działami czy okrętami. Do tego doliczono zużyte paliwa, prowiant i napoje. Rachunek przesłany tuż po zakończeniu walk rządowi Rzeczypospolitej na uchodźstwie, po zsumowaniu wszystkich pozycji, opiewał na 98 mln funtów (po uwzględnieniu inflacji dziś daje to prawie 4 mld funtów). To, iż kraj sojusznika, mającego spłacić ten dług, został doszczętnie rozgrabiony, nie miał znaczenia dla władz w Londynie. W końcu umowa to umowa.

Rząd na emigracji usiłował uchylić się od płacenia. Jednak Brytania posiadała zabezpieczenie w postaci rezerw złota II RP wywiezionych po wybuchu wojny na Zachód. Tu jednak powstała pewna przeszkoda, bo roszczenia do niego wysuwał też Tymczasowy Rząd Jedności Narodowej. Kiedy 5 lipca 1945 r. Wielka Brytania i USA uznały TRJN za jedynego przedstawiciela Polski, cofając jednocześnie uznanie władzom emigracyjnym, natychmiast rozpoczęto z Warszawą rokowania o spłacie długu. Znów dokładnie szacując naliczone koszty. W przeciwieństwie do Polaków, niepotrafiących dokładnie wyliczyć, kto i co im jest winien, Brytyjczycy byli bardzo skrupulatni.

Andrzej Krajewski
Ograbieni, wymordowani, naiwni. Polska po wojnie mogła dopłacać do reparacji