Lewica, wszędzie lewica… (twierdzi GW.)

Trzeba również dodać, że sam PiS poczuł się dobrze w skórze ekonomicznej lewicy. Ku przerażeniu ekonomicznych liberałów w rodzaju Łukasza Warzechy wyborcom prawicowym też się to podoba. Okazało się, że po zdrapaniu naskórkowego symbolicznego antykomunizmu PiS-owi faktycznie bliżej do swojskiego postulatu redystrybucji i tego, że „państwo ma zadbać”, niż do liberalnych koncepcji samoregulującego się rynku oraz ględzenia, że „biedni w zasadzie zasłużyli na swój los”.

Jasne, poprzeczka nie była zbyt wysoko postawiona. Na suchej ziemi III RP – wyjałowionej z jakichkolwiek progresywnych idei ekonomicznych – rewolucyjne wydają się nawet drobne gesty solidarności ze światem pracowników (np. szybsze podniesienie płacy minimalnej). Ci, którzy zbywają je starą śpiewką, że Kaczyński cynicznie kupił sobie poparcie wykluczonych, niewiele zrozumieli z natury politycznej dynamiki dwóch ostatnich lat.

Rafał Woś: PiS to nie są ignoranci! W ekonomii są bardziej nowocześni niż Nowoczesna