Z prawej Rękawiczka w kolorach tęczy.

… radosna, elegancka i nowoczesna. Barwy żywe, krój wygodny i z myślą o przyszłości. a przy tym: Ekonomiczna, mierząca siły – na zamiary, a nie każdemu według wydumanych, nadmiernych żądań. Wygodna i piękna Rękawiczka.
z lewej Rekawiczka czerwona, momentami nawet brunatna. mroczna, górnicza, jakby z wykopalisk. krój staroświecki, mówiąc wprost: jeszcze średniowieczny. i nie umyła się po robocie.
dobranoc Państwu.
mr m.

zwyciesca-moze-byc-tylko-jeden-niestety

18 myśli na temat “Z prawej Rękawiczka w kolorach tęczy.

      1. Szkoda, że u Pana nie można pisać kolorowo bo mi się znaki specjalne kończą.
        {Pan nie docenia (może nie rozumie?, chociaż…) siły przepływu w sieci.
        Można łatwo sprawdzić (jak sądzę) i porównać ile jest dziennie indywidualnych wejść na blog. Porównać jak się one mają do czasów z ubogaconymi wpisami i bieżących.
        Z drugiej strony jeden poleca drugiemu i trzeciemu i… stąd się bierze ruch.}

        Blogi się nie kończą, to ludziom kończą się oryginalność i pomysły.
        W blogu o żarciu piszą o żarciu.
        W blogu o stolcu piszą o stolcu.

        Pan pisze często i nie tylko (o dzięki Allachu!!) o polityce. Pan bloguje oryginalnie (dzięki ci Jahwe!).
        Rzygam polityką.
        Wcale nie dlatego, że jest ponura i zła. Bo nie jest. Jest… przewidywalna i nudna.
        Iskra szaleństwa w Pana Blogu dodaje mi nadziei i pozwala na wiarę, że intelekt zawsze umożliwi nam wymsknięcie się szarości i monotonii.

        To tyle. Zapraszam Pana na Pana łamy… Własne łamy.

        Pewnie w końcu skończy Pan kolejną książkę a czytelnicy się przydadzą…
        ***
        Pora też chyba wcześniejszą [znaczy „Obok…] „zebuczyć”. Ci co mieli kupić papierową formę już kupili. Przy takiej krótkiej pociętej formule aż się prosi, żeby ją „zhipertekstualizowąć”, „zmultimedializować” i puścić jako elektroniczną (z np. „uszytym” dla każdego z kupujących exlibrisem) w świat.

        Inny polski pisarz wydał ostatnio tylko w formie elektronicznej coś co książką się nie może nazywać. Proszę brać przykład z najlepszych.

        formuły, które łatwo mogą co do jednej sztuki określić ile osób będzie zainteresowanych drugim życiem „Obok…”. Mało tego – zdaje mi się, że pozwalają one na zebranie funduszy na opłacenie czasu potrzebny na odpowiednie złożenie takiego dziełka.

        Do pracy, rodacy… ;-)

        1. Przy okazji, jak nazwać nowy wytwór Dukaja? Onegdaj była komisja języka polskiego, która wymyślała np. polskie nazwy pierwiastków chemicznych itp. Dziś bezmyślnie kalkujemy z języków obcych mogąc się zabawić w taki hm… organ. Ktoś ma jakieś pomysły?

          1. nie wiem. nie jestem jakimś fanem Dukaja — choć ten koncept zdaje się iść we właściwym kierunku. (Problem w tym, że za 30 lat takie „ksiażkoplikacje” będą robić Maszyny AI: lepiej, szybciej… tylko nie będzie Czytelników, bo same nie będą czytały. Zmierzch klasy średniej.)

            1. a „z-ebuczyć”? to nie jest takie proste… sam nie mam jeszcze Narzędzi (analizuję) — a już jedna „fachowa” ebokownia zapoznala się — i powiedzieli, że to zbyt skomplikowane dla nich ;–) i nie szło o treść; a o formę (tylko / ).
              dłuższa opowieść.

              1. Nie chodzi o Dukaja. Dukaj jest tu jedynie prowodyrem, ale najbardziej(?) jak na razie korzystnie monetyzującym. Zapewne on sam nie wie dokąd to doprowadzi multimedialność i hipertekstualność.
                Na poziomie medialnym metoda polega na o łączenie obrazu, literatury, dźwięku. Synteza. Nic nowego, wiele było takich prób.
                Na poziomie komunikacji jest to gra twórcy z czytelnikiem. Też nic specjalnie nowatorskiego. Dowolna pozycja może być traktowana w taki sposób.
                No ale na poziomie oddziaływania rodzą się ciekawe rzeczy (opiszę najprościej jak umiem):
                1. Zatarta zostaje granica między twórcą a odbiorcą. Prosta możliwość natychmiastowej reakcji ze strony użytkownika/twórcy. Interaktywność. Toffler pisał o prosumentach (producent i konsument). Można każdego uczestnika nazwać prosumentem kulturowym.
                2. Wynikająca z tego ciągła zmiana zależna od korzystania przez prosumentów.

                Czyli (wracając do sedna) mamy do czynienia ze zmieniającym się (żywym?) algorytmem kulturowym.

                [Przy odpowiednim odwzorowaniu (jeśli taki jest cel) algorytm taki może przedstawiać, modelować np: sytuację aktualną.]

                Co do strony technicznej. Niech się Pan zwróci do autora tej strony: http://techsty.art.pl/
                Mariusza Pisarskiego (do znalezienia na facebooku). Proszę go pozdrowić ode mnie i pytać. Myślę, że może pomóc i wskazać, doradzić, trochę zająć się.

                Nie wiem skąd poziom komplikacji musi być jakąś przeszkodą… Zwyczajnie taki materiał nie jest dla ebookarni produktem do podjęcia. Trzeba za tym trochę „pochodzić”.

                1. dzięki za link i info i (ew.) kontakt: tak, szukam Kogoś do tego, tych pomysłów, sam nie dam rady; choć (chyba) wiem, jak to zrobić…
                  tak, mamy do czy­nie­nia ze zmie­nia­ją­cym się, żywym algo­ryt­mem kulturowym; jeśli rozumiem aż tak Mądre Zdanie.
                  tak: Książka ewoluowała kilkaset lat, trwała. a to coś, co stworzymy — pożyje ze 30-50 (?!?)

                  a „poziom kom­pli­ka­cji jest jakąś prze­szkodą” – bo „style” czy jak to tam: generalnie stworzenie PDF-a nie jest problemem; ale już e-booka = tak. Typografia, a nie „tylko” Treść. to trochę jak w Muzyce: nie tylko następstwo Nut, ale i ich [współbrzmienie„ — gra (niekiedy). robiłem próby, nieudolne, bo co ja… InDesign 6.0 by tu trochę pomogł, ale Adobe ma nas w Du. i już nie sprzedaje upgrade’ów „pudełkowych” — tylko jakąś „usługę” „chmórę”. w Du. mam chmury (jak Obłok w spodniach, kiedyś).

                    1. nie wiem, co wyjdzie — wiem za to, że nie robię „pod coś, pod kogoś” (ideologię czy Wydawcę). to komfort; lecz i Kłopot ;–)

        2. Ja oczywiście niewiele rozumiem, ale Statystykę miałem, rok tylko, niemniej — na Studiach. ale „wejścia{ — to nie „recepcja” a i to można („statystycznie”) generować
          mit Statystyki to mit XIX wieku: wiara w Masy, Postęp, Demokrację… no, ja już troche mniej pełen — wiary…

  1. Odkąd przestał Pan linkować duże ilości cytatów, spadła ilość komentujących. Widać jest Pan diablo zajęty, skoro nie zależy…

    1. zajęty to Ja jestem, fakt: znaczy superekspressowo. ale Czytający też są zajęci — co widać i w innych blogach. blogi się kończą, szybciej, jak Literatura.
      dziś tylko twity (bo i fejzbóg za chwilę padnie: za dużo Czytania.)

  2. Poczułem się lepiej. Jestem XX wieczną elitą czytającą książki tylko dlaczego wciąż pracuję w melioracji kopiąc rowy? Aaaaa… bo bycie elitą to obciążenie w naszych czasach, niepotrzebny balast.
    Ale jak czytam se książkę (w skupieniu) – https://romeksamolotphoto.wordpress.com/2015/05/23/franz-wright/ – to mogę sobie zobaczyć na Google jak wygląda Minneapolis w Minesocie. Nie w czasie blizardu i nie w 1959 roku i niewidząc przenośni użytej przez autora, ale te cudowne możliwości…
    Chyba kupię Lód Dukaja bo mi potrzebne cuś do podparcia drzwi.

    1. Pan pracuje przy kopaniu bo nikomu nie opłaca się zatrudnić robota, który zrobi to taniej i szybciej od Pana. Wkrótce, jeśli nie zakaże tego prawo bądź dobry obyczaj straci Pan pracę i zostanie szczęśliwym bezrobotnym z zasiłkiem pozwalającym na godne życie. ;-)

      Przecież już to przerabialiśmy. My, czytelnicy wszelkiej maści s-f, fantasy itp. Wszelkie dystopie i utopie, bardzo z grubsza, są oparte o to, że następuje podział społeczeństwa na dwie grupy – głupoli i mędrców oraz co autor myśli, że z tego wyniknie.

    2. Jeszcze dla Pana szczęścia chodzi o to by mógł Pan o tej książce porozmawiać, policzyć, popisać, pomalować, pofilmować, pograć, po~ i zobaczyć co z tego wyniknie. Literatura 3D. :-)

  3. ja się nie znam, dziki Człowiek z (prawie) Lasu jestem. i muszę iść do Pracy, bom bezrobotny no to. nie ma mnie.

Możliwość komentowania jest wyłączona.